Zgodnie z analizą przeprowadzoną przez portal Hill.com, gdy firma rozpoczynała 12 czerwca handel na giełdzie Nasdaq, status milionera zyskało ponad 4 tys. obecnych i byłych pracowników. Spośród nich około 400 osób posiadało pakiety akcji warte 100 milionów dolarów lub więcej. W kolejnych dniach kurs akcji rósł, ocierając się nawet o 3 bln dol., co oznacza, że milionerów jeszcze przybyło. Analitycy rynkowi podkreślają, że tak głęboka dystrybucja bogactwa wewnątrz firmy zdarza się niezwykle rzadko – zazwyczaj przy IPO miliarderami zostają tylko założyciele i topowe fundusze VC.

W historii rynków kapitałowych podobne zjawiska masowego bogacenia się pracowników zawsze zwiastowały nadejście nowej ery technologicznej. Gdy w 1986 roku na giełdę wchodził Microsoft, narodziło się około 4 dużych i blisko 12 tysięcy mniejszych „microsoftowych milionerów” – od wczesnych programistów po asystentki Billa Gatesa. Z kolei debiut Google w 2004 roku z dnia na dzień stworzył około tysiąca milionerów, w tym słynną masażystkę zatrudnioną w biurze w Mountain View, która zamiast gotówki przyjmowała akcje.

Czytaj więcej

Największy debiut świata. Dzięki SpaceX Elon Musk został bilionerem

SpaceX poszedł jednak o krok dalej. O ile w przypadku Microsoftu i Google beneficjentami była głównie wysoko wykwalifikowana kadra inżynierów z Doliny Krzemowej, o tyle imperium Muska demokratyzuje to zjawisko na niespotykaną skalę.

Spawacze i kucharze na giełdzie

Kreowanie bogactwa nie ograniczy się bowiem jedynie do inżynierów i kadry zarządzającej. Filozofia wynagradzania w SpaceX od dawna faworyzowała współwłasność kosztem gotówki, a firma historycznie nagradzała opcjami na akcje ludzi na każdym szczeblu – w tym kucharzy, spawaczy i pracowników administracyjnych. Cenę akcji ustalono na poziomie 135 dolarów za sztukę, co wyceniało firmę na prawie 1,8 biliona dolarów. W trakcie notowań jej kurs otarł się nawet o 3 bln dol.

Ta astronomiczna kwota sprawia, że SpaceX stał się z miejsca jedną z najważniejszych spółek świata. Popyt na akcje ze strony globalnych funduszy inwestycyjnych okazał się tak ogromny, że oferta została wielokrotnie nadsubskrybowana. Euforię napędza wiara firmę, która ma niemal monopol w wynoszeniu ładunków na orbitę, globalną sieć internetową Starlink, ale również na rozwijany pod skrzydłami Muska ekosystem sztucznej inteligencji xAI.

Opcje przyznane jeszcze w 2025 roku miały tzw. ceny wykonania na poziomie 37 dolarów i 42,40 dolara za akcję. Oznacza to, że pracownicy posiadający te pakiety zobaczyli, jak ich papierowe zyski mnożą się kilkukrotnie podczas debiutu. Zatrudnieni mogą zarobić jeszcze więcej, jeśli kurs akcji dalej będzie rósł.

Czytaj więcej

Największa rakieta świata zdała egzamin. Sukces SpaceX przed wejściem na giełdę

W mediach pojawiają się już historie pracowników stających się bardzo bogatymi ludźmi. „The Wall Street Journal” opisał losy Juana Hernandeza, byłego spawacza pracującego przy budowie rakiet. Mężczyzna został zatrudniony jako zewnętrzny kontrahent ze stawką zaledwie 28 dolarów na godzinę, ale systematycznie odkładał przyznawane mu pakiety akcji. Podczas IPO jego majątek zostanie wyceniony na 880 tysięcy dolarów. Co ciekawe, Hernandez część swoich udziałów zdołał spieniężyć na rynku wtórnym już wcześniej, co pozwoliło mu na założenie małego, prywatnego biznesu na rynku nieruchomości. 

Aby sprawnie zarządzać tak potężnymi nowymi środkami, grupa ponad 100 obecnych i byłych pracowników zawarła porozumienie w zakresie zarządzania majątkiem z firmą doradczą Choreo. Reprezentują oni połączony, potencjalny kapitał o wartości od 1 do 5 miliardów dolarów. Zrzeszenie powstało specjalnie po to, aby wspólnie przygotować się na uzyskanie płynności finansowej po IPO i wynegocjować jak najniższe prowizje oraz optymalne strategie podatkowe..

Gorączka złota w Teksasie i Kalifornii

Nowi milionerzy muszą gdzieś mieszkać. Giełdowy debiut zdecydowanie przyspieszył boom mieszkaniowy w Południowym Teksasie, gdzie w pobliżu Brownsville znajduje się należący do SpaceX ośrodek kosmiczny Starbase. Jak podaje portal The Next Web, średnia cena domu w hrabstwie Cameron wzrosła od momentu pojawienia się tam firmy ponad dwukrotnie – z około 131 000 dolarów w 2014 roku do ponad 281 000 dolarów w kwietniu 2026 roku. Wieloletni mieszkańcy już teraz mierzą się z ogromną presją cenową, jako że napływający specjaliści ze SpaceX licytują wyższe stawki przy zakupie nieruchomości. Jeśli tysiące nowych milionerów zainwestują w lokalne domy i działki, ryzyko wypierania dotychczasowych mieszkańców jeszcze bardziej wzrośnie.

Gorączka złota nie ogranicza się jednak do Teksasu. Prawdziwe eldorado szykuje się w Kalifornii, w pobliżu głównej kwatery SpaceX w Hawthorne. Jak donosi stacja CNBC, lokalni agenci nieruchomości z luksusowych nadmorskich kurortów, takich jak Manhattan Beach czy Redondo Beach, przeżywają oblężenie. Kupującymi są głównie pracownicy w wieku od trzydziestu do czterech dziesięciu lat. Wielu z nich jako pierwszy cel stawia kupno domu dla swoich rodziców. Eksperci przypominają sytuację z 2012 roku po IPO Facebooka, kiedy to masowe zakupy nowych milionerów wywołały rajd cenowy, windując wartość domów wokół siedziby firmy o ponad 20 proc.

Zyskują także inne segmenty rynku dóbr luksusowych. Jak zauważa Paul Altieri, szef platformy Bob’s Watches, ekskluzywny zegarek to klasyczny „pierwszy zakup” po giełdowym uwłaszczeniu. Pracownicy SpaceX najchętniej sięgają po modele Rolexa: Daytonę, GMT-Master II czy Submarinera. Powód jest czysto psychologiczny – certyfikat giełdowy leży niewidoczny na koncie maklerskim, a zegarek na nadgarstku każdego dnia przypomina o latach ciężkiej harówki. 

Kolejnym etapem konsumpcyjnego szaleństwa są podróże premium. Firmy czarterujące prywatne odrzutowce, takie jak Flexjet czy Amalfi Jets, odnotowały gwałtowny skok zapytań powiązanych bezpośrednio z debiutem SpaceX. Młodsi, bezdzietni pracownicy rezerwowali loty, by świętować sukces w Las Vegas, Miami czy Cabo San Lucas w Meksyku. Ci, którzy chcieli zabrać całe rodziny, wybierali Aspen lub park Yellowstone.

Pod twardą władzą Muska

Warto jednak pamiętać o kilku zastrzeżeniach. Ograniczenia wynikające z okresu blokady zazwyczaj uniemożliwiają pracownikom sprzedaż akcji przez 90 do 180 dni po debiucie. Majątek ten jest więc na razie głównie na papierze i pozostanie taki przez najbliższe miesiące. Ewentualny spadek cen akcji po IPO w okresie blokady mógłby drastycznie zmniejszyć rzeczywistą wartość, jaką pracownicy ostatecznie spieniężą.

Czytaj więcej

Amazon rzuca wyzwanie Muskowi. Nowy internet z kosmosu zagrozi Starlinkowi

Istnieje jednak wyłom w tej zasadzie. Według doniesień z rynku, SpaceX uruchomiło specjalny program akcji dedykowanych (Directed Share Program), rezerwując niewielką pulę walorów dla pracowników i ich najbliższych rodzin, która ma być częściowo zwolniona z rygorystycznego lockupu. To tam pojawi się pierwsza gotówka.

Elon Musk zachował po ofercie ponad 82 proc. kontroli nad głosami dzięki akcjom uprzywilejowanym. Oznacza to, że tysiące nowych milionerów będzie miało znikomy wpływ na strategiczne decyzje korporacji. Taka struktura zarządzania szeroko dystrybuuje korzyści ekonomiczne, lecz władzę decyzyjną skupia w niezwykle wąskim gronie. Ale dla tak bogatych ludzi, jak pracownicy SpaceX, to już nie musi mieć tak dużego znaczenia.