Karol Nawrocki na pewno jest prezydentem. Jeśli ktoś miałby w to wątpić, to sam prezydent nie da mu zapomnieć, bo ciągle to podkreśla. W wywiadzie dla Polsat News w jednym zdaniu powiedział tak o sobie w dwóch osobach liczby pojedynczej (pierwszej i trzeciej): „Jestem nowym prezydentem Polski, chyba najwyższy czas, żeby pan premier złożył gratulacje nowemu prezydentowi Polski”. Pouczanie, kto ma mu gratulować, pokazuje jedynie, że sam musi się jeszcze wiele nauczyć.
Czytaj więcej
Nowy prezydent sporo obiecał Polakom. Niższe podatki. Kolejne ulgi. VAT obniżony do poziomu sprze...
Do nadrobienia ma choćby zaległości w kwestii procesu legislacyjnego i ustroju Polski. Prezydent, owszem, ma inicjatywę ustawodawczą, ale bez poparcia parlamentu – czyli obecnej koalicji rządzącej – jego projekty nie staną się obowiązującym prawem. Na razie szanse na to są co najwyżej minimalne, zwłaszcza w związku z konfrontacyjnym tonem nowej głowy państwa.
Czy prezydenckie propozycje podatkowe wejdą w życie?
W tym miejscu warto jednak posypać głowę popiołem w imieniu mediów. One też, a już w szczególności te społecznościowe lub – szerzej – internetowe, mają ewidentne braki wiedzy o tym, kto tworzy prawo. Prześcigają się w depeszach, tweetach, puszach o tym, jaki projekt przedstawił prezydent i „kto i ile na nim zyska”, pomijając często, że szanse na uchwalenie tych zmian są na razie żadne. Co więcej, nawet jeśli dojdzie do zmiany rządu i władzę przejmie obóz polityczny, który reprezentuje prezydent Nawrocki, to projekty tego ostatniego – w tym kosztowne dla budżetu zmiany podatkowe – wcale nie muszą zostać uchwalone. Od przygotowywania i uchwalania ustaw będzie nowy rząd, premier i nowa większość w parlamencie. I jakoś trudno sobie wyobrazić, że ta nowa władza będzie karnie głosować nad prezydenckimi projektami zamiast przygotowywać własne.
Polecam lekturę najnowszego Tygodnika Prawników. Autorzy tekstów wiedzą wszystko o tworzeniu prawa.