Tak, dobrze się Państwu skojarzyło – tytuł ściągnęłam od Ridleya Scotta. Jego mocno niedoceniony film sprzed dwóch dekad o pozbawionym skrupułów maklerze giełdowym, który odnajduje spokój i sens życia w słonecznej winnicy w Prowansji, należy do moich ulubionych. Zwłaszcza gdy robi się zimno i trzeba uruchomić wyobraźnię, by zapomnieć o pogodzie za oknem.

To film o przemianie „fajtera”, dla którego walka i wygrywanie w praktyce były celem samym w sobie, w człowieka, który czerpie satysfakcję z budowania i tworzenia.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Gdy zgoda boli bardziej niż spór. Afera notatkowa i kolejna wojna o nic

Czego potrzebują polskie sądy?

My na naszym polskim podwórku mamy takich walczaków, którzy karmią się sporem i demonstrowaniem swojej siły. Dysponują całym arsenałem narzędzi, które – przy odrobinie dobrej woli – pozwoliłyby uporać się z wieloma bolączkami sądownictwa. I nie mówię tu jedynie o sprawie tak fundamentalnej jak przywrócenie praworządności i rozwiązanie kwestii tzw. neosędziów.

Sądy potrzebują mądrego i stabilnego prawa, cyfryzacji z prawdziwego zdarzenia, przyzwoicie opłacanych urzędników, a przede wszystkim spokoju.

Tego spokoju nam wszystkim życzę.

Zapraszam do lektury najnowszego (i zarazem ostatniego w mijającym roku) wydania Tygodnika Prawników.