Zawsze byłam zwolenniczką dużych, kompleksowych projektów, ujmujących problematykę całościowo. Holistyczne podejście do prawa, a potem długie konsultacje pozwalają wypracować propozycje, które rozwiążą wiele problemów jednocześnie, będą spójne i wytrzymają próbę czasu.

Tyle teorii, która niestety kompletnie nie przystaje do realiów, w których prezydent wetem operuje jak cepem, a o jego krytycznej ocenie przedstawionej do podpisu ustawy może zdecydować niewielki fragment, torpedowany przez jakieś jedno środowisko.

Tak było np. w przypadku wielkiej reformy prawa karnego, którą utopił sprzeciw prokuratorów wobec niektórych rozwiązań osłabiających pozycję śledczych wobec sądu. W efekcie przepadły niezwykle potrzebne zmiany w stosowaniu tymczasowych aresztów, dzięki którym Polska miała nieco mniej się kompromitować nadużywaniem tego środka wobec niewinnych, bądź co bądź, w świetle prawa obywateli.

Czytaj więcej

Więcej spraw trafi do sądów rejonowych. Ma to przyspieszyć wydawanie wyroków

Najwyraźniej trzeba wrócić do forsowania licznych punktowych nowelizacji, które mają większe szanse przejść przez prezydenckie sito, a które po malutku będą rozwiązywać kolejne palące problemy sądownictwa. Taką ustawą – mam nadzieję – będzie opisana w ubiegłym tygodniu przez „Rzeczpospolitą” opracowywana w resorcie sprawiedliwości minireforma kodeksu postępowania cywilnego. Zakłada, że sądy rejonowe będą rozpoznawać sprawy o wartości przedmiotu sporu do 150 tys. zł, co pozwoli równiej obciążyć pracą poszczególne szczeble sądownictwa, a w konsekwencji skróci czas oczekiwania na wyrok.

Ten projekt ma jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletę – nie powinien budzić politycznych kontrowersji. Czekam na kolejne.

A tymczasem zapraszam do lektury najnowszego wydania „Tygodnika Prawników”.