Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie skutki dla lotnictwa ma wojna USA z Iranem?
  • Jakie są reakcje głównych linii lotniczych na Bliskim Wschodzie?
  • Jakie wyzwania wynikają z zawieszenia lotów w Dubaju, Dosze i Abu Zabi?
  • Jak ta sytuacja wpływa na europejskie i azjatyckie linie lotnicze oraz ceny biletów?
  • Jakie rozwiązania podejmowane są przez przewoźników?

Niektóre linie lotnicze, wśród nich Emirates i Etihad, informowały o zawieszeniu lotów do poniedziałku 2 marca po południu. Tyle że na lotniskowych monitorach w centrach przesiadkowych w Dubaju, Dosze i Abu Zabi wszystkie loty, zaplanowane na ten dzień widnieją jako odwołane. Sytuacja zawieszenia i niepewności najprawdopodobniej przedłuży się do najbliższego czwartku 5 marca.

Foto: Paweł Krupecki

Szykują się kryzysy w lotnictwie

Dla linii lotniczych z tego regionu i rządów krajów Zatoki Perskiej, które przez lata budowały gigantyczne centra przesiadkowe w ruchu z Europy do Azji, to wielki cios, ale i chwila prawdy. Bo od tego, jak sobie poradzą w tym chaosie komunikacyjno-transportowym, zależy, jak szybko odbudują swoją potęgę sprzed konfliktu. Na razie odczucia pasażerów, którzy ucierpieli z powodu tego konfliktu, są w najlepszym razie mieszane. Przedłużenie pobytu w luksusowych warunkach nie zawsze cieszy. A i nie dla wszystkich miejsca w hotelach się znalazły.

Czytaj więcej

Jak długo potrwa wojenny wstrząs na rynkach i w gospodarce?

Wyraźnie szykuje się także kryzys w europejskim lotnictwie. W poniedziałek 2 marca poleciały w dół kursy akcji największych przewoźników europejskich. Lufthansa potaniała o 11 proc., Air France KLM o 10 proc., a British Airways aż o 13 proc. Spadały także kursy akcji największych przewoźników azjatyckich. Nikt nie ma wątpliwości, że w bliskiej przyszłości podrożeją bilety lotnicze, chociażby z powodu wyższych cen paliw, bo drożeje ropa naftowa.

Setki tysięcy pasażerów w zawieszeniu przez wojnę USA i Izraela z Iranem

– Zamknięcie przestrzeni powietrznej nad większością państw Zatoki Perskiej, Irakiem, Iranem i Izraelem oznacza potężne utrudnienia dla setek tysięcy pasażerów. Z samego lotniska w Dubaju korzysta dziennie 250-300 tys. podróżnych, a to tylko jeden z hubów przesiadkowych. Rząd Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) zapowiedział, że weźmie na siebie koszty zakwaterowania i opieki nad uziemionymi pasażerami, ale linie lotnicze i tak poniosą gigantyczne straty. Samo rozładowanie kryzysu potrwa co najmniej kilka dni po wznowieniu lotów – ocenia sytuację Dominik Sipiński, ekspert rynku lotniczego, redaktor naczelny w ch-aviation.

Czytaj więcej

Ceny paliw na polskich stacjach nie powinny gwałtownie rosnąć

Jego zdaniem nieuniknione są straty wizerunkowe związane z osłabieniem pozycji hubów w rejonie Zatoki jako bezpiecznych i wygodnych punktów przesiadkowych, co może osłabić popyt. – Z drugiej strony, na kryzysie mogą skorzystać inne linie oferujące połączenia bezpośrednio z Europy do Azji; pewne korzyści mogą też odczuć linie z Omanu, Jordanii czy Arabii Saudyjskiej: uziemieni podróżni mogą do tych państw przedostać się samochodami – mówi ekspert. – Te mizerne korzyści bledną jednak w porównaniu z chaosem i trudnościami dla tysięcy pasażerów – dodaje.

Na razie informacje o możliwościach przywrócenia lotów są bardzo skąpe. Konflikt nadal nie słabnie. Po raz pierwszy w czasie konfliktu na Bliskim Wschodzie zaatakowane zostały lotniska w Katarze, Dubaju i Bahrajnie.

Arabskie samoloty uziemione na polskich lotniskach

– Loty do Izraela wstrzymaliśmy do 15 marca. A zgodnie z rekomendacją Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego odwołaliśmy również poniedziałkowy rejs do Rijadu – mówi Krzysztof Moczulski, rzecznik LOT-u.

Z warszawskiego Lotniska Chopina nie wystartowało w ostatnią niedzielę 12 rejsów na Bliski Wschód. Podobnie w poniedziałek 2 marca. Samoloty Emirates, Etihadu oraz flydubai które przyleciały do Warszawy w ostatnią sobotę, nie wystartowały w podróż powrotną do Dubaju i Abu Zabi. W Warszawie stoi także maszyna Qatar Airways, która doleciała tu w sobotę i nawet wystartowała w podróż powrotną, ale po zamknięciu przestrzeni powietrznej przez Katar zawróciła do Warszawy. Z lotniska w Katowicach odwołanych zostało w niedzielę i poniedziałek po sześć rejsów na Bliski Wschód. Podobna sytuacja jest na krakowskim lotnisku Balice.

Pasażerowie, zwłaszcza korzystający z połączeń czarterowych, którzy zostali w Polsce, są i tak w lepszej sytuacji od tych, którzy koczują na lotniskach w Dubaju, Abu Zabi czy Katarze. Mogą najwyżej narzekać na nieudane wakacje, wrócić do domu i wystąpić do przewoźników bądź touroperatorów o zwrot pieniędzy.

Położenie tych, którzy pozostali za granicą, jest znacznie gorsze. Wprawdzie polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych uruchomiło dla nich specjalne linie informacyjne, a rząd ZEA miał poinformować, że zapłaci za ich pobyt w hotelach w czasie uziemienia samolotów, ale nie do końca to działa. Jak informują turyści, nie tylko polscy, nie wszystkie hotele taką informację otrzymały. Niektóre z nich, korzystając z rosnącego popytu, podniosły ceny. Pewne jest jedynie to, że wyloty z Dubaju, Abu Zabi i Kataru w tym tygodniu są – w najlepszym razie – problematyczne.

Na desperacki krok zdecydowały się austriackie linie lotnicze Austrian Airlines, które wysłały specjalny samolot do Maskatu, stolicy Omanu, przewiozły lądem swoje załogi z Dubaju, Kataru i Abu Zabi i omijając zamkniętą przestrzeń powietrzną – przetransportowały pilotów oraz personel pokładowy do Austrii. Nie ma jednak jakichkolwiek informacji, aby inni przewoźnicy zdecydowali się na podobne rozwiązanie. Tym bardziej że irańskie drony zaczęły atakować także Oman.