Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie zmiany w oceanie mogą oznaczać przekroczenie „granic planetarnych”?
- Dlaczego oceany stanowią istotny element w pochłanianiu dwutlenku węgla?
- W jaki sposób naukowcy próbują odwrócić proces zakwaszania oceanów?
- Jakie są potencjalne globalne skutki zakwaszenia oceanów?
- Jak eksperyment z Zatoką Maine wpłynął na pH wód i co to oznacza?
- Dlaczego potrzebna jest globalna strategia w walce z zakwaszaniem oceanów?
Oceany to największy ekosystem na Ziemi. A przy okazji największy „pochłaniacz” dwutlenku węgla – jak oszacowano w jednej z naukowych analiz, od lat 60. do pierwszej dekady XXI w. wchłonęły one mniej więcej jedną czwartą CO2 wytworzonego przez człowieka, ratując planetę przed gwałtowniejszym wzrostem temperatur niż ten, którego doświadczamy obecnie.
Czytaj więcej:
Już 16 firm w Polsce nie radzi sobie z polityką klimatyczną UE. Przedsiębiorstwa, głównie małe, lokalne ciepłownie nie rozliczyły się z uprawnień d...
Pro
Problem w tym, że im bardziej zakwaszona woda, tym trudniej w niej przetrwać żywym organizmom, jakie żyją w oceanach dziś. A także, co równie niepokojące, kurczy się zdolność oceanów do wchłaniania CO2.
Emisje CO2: Czy oceany nas uratują?
„Kilka miesięcy temu oceanograf Adam Subhas i jego koledzy zmienili kolor morza w czerwień” – zaczyna swój reportaż w „The New York Times Magazine” reporter gazety. Naukowcy zrobili to przy pomocy ponad 61 tys. litrów ługu uzupełnionego czerwonym barwnikiem, który został wylany z kutrów do wód Zatoki Maine, na wschodnim pograniczu USA i Kanady. Barwnik pozwalał szybko zaobserwować, jak ług zachowuje się w wodzie, w jakim tempie i kierunku się „rozpływa”.
Subhas należy do naukowców, którzy eksperymentują z próbami sztucznego odwrócenia procesu zakwaszania oceanów za pomocą specjalnie do tego celu opracowanych „odczynników”. W ślad za kutrem, który wylewał ług do Zatoki Maine, podążały statek badawczy badający efekt tego zabiegu oraz ławica autonomicznych robotów, które sprawdzały, jak szeroko rozlewa się „dolewka” i jak wpływa na pH wody. Owszem, podniosło się ono z notowanego na co dzień 7,95 do 8,3 pH.
To jednak nie znaczy, że znaleziono cudowny lek na bolączki planety, czy choćby oceanów. Efekt odkwaszenia Zatoki Maine ustąpił po kilku dniach. Żeby miał on głębszy sens i przyniósł odczuwalne w skali planety skutki – co można byłoby przełożyć na zwiększenie „absorpcyjności” mórz i oceanów o 1 do 15 mld ton CO2 – potrzebna byłaby olbrzymia infrastruktura do produkcji odkwaszaczy. A także – globalna strategia działań, koordynacja na poziomie międzynarodowym i cała armia statków, urządzeń oraz infrastruktury do przeprowadzenia takiej operacji.
Czytaj więcej
Sezon zimowy w górach oficjalnie wystartował. Europejscy górale nie narzekają, bo turyści nie zawodzą. Jednak coraz mniej ludzi przyjeżdża w góry z...
– Jeśli chcielibyśmy potraktować usuwanie CO2 w ten sposób serio, byłoby to największe przedsięwzięcie w historii ludzkości – kwituje David Ho, oceanograf z University of Hawaii. – Musiałoby to być coś na kształt Projektu Manhattan – dodaje. Ba, naukowcy zastrzegają też, że nawet jeśli eksperyment okazałby się udany, nie zastąpi redukcji emisji CO2 przez człowieka. Ale też zdają sobie oni sprawę, że samo obniżanie emisji w ramach działań, o których dziś się mówi, może nie przynieść większych skutków.
Zakwaszenie oceanów: Rekiny tracą zęby
Pytanie brzmi: czy mamy alternatywę. Branżowy portal „The Maritime Executive” prognozuje, że w scenariuszu, w którym pozostaniemy bezczynni, do końca obecnego stulecia spadek alkaliczności sięgnie od 0,15 do 0,5 pH – w zależności od poziomu emisji dwutlenku węgla na całej planecie. – Przy obecnych poziomach emisji, jak wskazują nasze modele, w większości obszarów oceanicznych będą realizować się te najbardziej pesymistyczne scenariusze – cytuje portal Sedonę Anderson z Norweskiego Uniwersytetu Nauk i Technologii, gdzie opracowuje się dane o stanie ziemskich akwenów wodnych.
Te scenariusze to powolny zanik i degeneracja życia. W czasie, kiedy amerykańscy badacze wlewali ług do Zatoki Maine, w mediach szerszym echem odbiła się choćby ponura prognoza dla rekinów, które miałyby wskutek wyższej kwasowości wody tracić zęby. Oczywiście, dotyczy to także innych uzębionych morskich gatunków – rekiny posłużyły tu tylko za chwytliwe hasło. Chodzi o utratę wapnia, co w przypadku zwierząt w muszlach czy np. koralowców oznacza śmiertelne zagrożenie. To może zapoczątkować łańcuch przyczynowo-skutkowy, np. organizmy z grup bezpośrednio zagrożonych utratą wapnia stanowią przeszło połowę diety łososia oceanicznego. Ich zniknięcie dla wielu ryb może oznaczać głodowanie, w dalszej perspektywie – wymieranie.
Czytaj więcej
Prezydent Donald Trump stwierdził, że kilkadziesiąt organizacji międzynarodowych, konwencji i traktatów jest „sprzecznych z interesami” Stanów Zjed...
Biorąc pod uwagę globalną skalę wyzwania, w dzisiejszych uwarunkowaniach – od wojny w Ukrainie, przez spory o Grenlandię czy odwrót Białego Domu od polityki proklimatycznej – na klimatyczny „Projekt Manhattan” nie ma zbyt wielkich szans. Prędzej doczekamy procesu wymierania, który z kolei dołoży się do reszty globalnych kryzysów. Zauważymy go, gdy miliard ludzi uzależnionych od rybołówstwa czy handlu owocami morza zacznie tracić zajęcie, a reszcie przyjdzie coraz więcej płacić za te produkty w sklepach.