Wydarzyło się coś dziwnego. Nieoczekiwanie organizacje społeczne zajmujące się prawem do informacji otrzymały zaproszenie do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów na spotkanie z ministrem Maciejem Berkiem. Można było przypuszczać, że spotkanie jest jakoś związane z lobbingiem samorządowców w sprawie ograniczenia prawa do informacji. Tym razem pod pretekstem bezpieczeństwa. Pisałam o tym niedawno w tekście dla „Rzeczypospolitej” zatytułowanym „Nowy zajazd na jawność”.
Wiedzieliśmy też, że są jakieś propozycje ograniczeń, gdyż pomruki dyskusji trafiły do Rady Działalności Pożytku Publicznego. Jednocześnie obecnemu rządowi zaraz po wyborach przestało zależeć na przejrzystości. Choć apelowaliśmy o debatę o lepszych rozwiązaniach, nic się nie działo. Jednym słowem, trwaliśmy sobie w stagnacji, przerywanej rytualnym lobbingiem.