Fundacje rodzinne, do których przedsiębiorcy od 2023 r. wnieśli firmy i majątek warte miliardy, mają od 2027 r. płacić wyższy podatek. Projekt skierowany do Sejmu (druk nr 3148) podnosi z 15 do 19 proc. podatek, który fundacja płaci od każdej wypłaty, opodatkowuje sprzedaż wniesionego majątku przed upływem dwóch lat i zamyka kilka furtek, przez które fundację zamieniano w narzędzie do transakcji.

Instytucja fundacji rodzinnej powstała po to, żeby firma mogła przejść na następne pokolenie w całości, a jej dochody nie były dodatkowo opodatkowane, dopóki nie trafią do rodziny. Projekt ma rację co do nadużyć i nie ma racji co do zaufania. Z danych samego Ministerstwa Finansów wynika, że dwie trzecie zwolnionego dochodu fundacji pochodzi z udziału w spółkach, czyli z tego, do czego instytucję stworzono. Uszczelnienia trafią w margines, podwyżka stawki uderzy w każdego, a odroczenie podatku, jedyna rzecz naprawdę warta pieniądze, zostaje nietknięte.

Ustawa o fundacji rodzinnej weszła w życie 22 maja 2023 r. i była nowelizowana, zanim zaczęła obowiązywać: zmiany podatkowe dopisano do niej w kwietniu 2023 r. przy okazji ustawy o funduszach inwestycyjnych, co Senat uznał za wyjście poza materię projektu. Sama ustawa zapowiadała przegląd po trzech latach, a rynek przeczytał tę zapowiedź jako trzyletni horyzont stabilności. W październiku 2025 r. Sejm uchwalił pierwsze uszczelnienie, w listopadzie prezydent je zawetował, powołując się na zmianę reguł wobec rodzin, które już przekazały majątek. W czerwcu 2026 r. do konsultacji trafił przegląd ustawy, we wrześniu rząd przyjął nowy projekt, a w przeglądzie, w wersji po konsultacjach, nadal utrzymuje do dyskusji model trzyetapowy: podatek przy wnoszeniu aktywów, bieżące opodatkowanie wybranych dochodów i fundacja jako płatnik PIT. Trzy lata, trzy reżimy, czwarty w szufladzie.

Co policzyło ministerstwo

Rozliczenie za 2025 r. złożyło 3017 fundacji, a suma dochodu, od którego nie zapłaciły podatku, sięgnęła 15,27 mld zł; podatku należnego wykazały 126,8 mln zł. Ministerstwo przelicza, że gdyby ten dochód trafił do osób fizycznych i został opodatkowany stawką 19 proc., fiskus dostałby 2,9 mld zł i tę liczbę traktuje jako miarę straty. Rzadziej cytuje się strukturę tych 15 mld. Ponad 10 mld zł pochodzi z udziału w spółkach i funduszach, a więc przede wszystkim z dywidend. Na obrót papierami wartościowymi przypada 2,84 mld zł, na sprzedaż majątku – 1,57 mld zł, na najem – 0,22 mld zł. Ministerstwo nie liczy, ile z tych 10 mld wypłaciły firmy rodzinne, ale przegląd opisuje cel tej kategorii jednym zdaniem: zachowanie kontroli nad przedsiębiorstwami rodzinnymi. Ryzyko widzi w niej jedno, spółki transparentne, i w nie celuje osobne uszczelnienie. Dwie trzecie zwolnionego dochodu to ustawa działająca tak, jak ją napisano. Przegląd przyznaje zresztą, że na ocenę, czy fundacje spełniają cel sukcesyjny, jest jeszcze za wcześnie. Na podwyżkę za wcześnie nie jest.

Nadużycia są przy tym realne i fiskus je udokumentował. W ciągu niespełna trzech lat szef Krajowej Administracji Skarbowej wydał w sprawach z udziałem fundacji 77 opinii o uzasadnionym przypuszczeniu unikania opodatkowania; dla skali: przez dziesięć lat obowiązywania klauzuli ogólnej wszczął około 230 postępowań klauzulowych łącznie. Schemat jest zawsze ten sam: udziały trafiają do fundacji, fundacja sprzedaje je po kilku miesiącach bez podatku, a pieniądze wracają do fundatora pożyczką, która nie jest świadczeniem i nie rodzi podatku. Do tego apartamenty na doby pod zwolnieniem dla najmu, spółki transparentne, przez które do fundacji wpływa zysk z biznesu operacyjnego, i fundacja jako zwolniony podmiotowo parasol nad spółkami zagranicznymi. W około 44 proc. fundacji krąg fundatorów pokrywa się z kręgiem beneficjentów, a ministerstwo pisze, że sukcesja po samym sobie nie jest sukcesją. Ustawa pozwala fundatorowi być beneficjentem i sama w sobie taka fundacja nadużyciem nie jest, ale rozumiem, dlaczego ten odsetek nie daje urzędnikom spać.

Co wynika z projektu

Projekt zamyka pięć dróg, którymi fundację zamieniano w narzędzie transakcyjne. Sprzedaż wniesionego majątku przed upływem dwóch lat, liczonych od końca roku wniesienia, będzie opodatkowana, choć tylko dla majątku wnoszonego od 2027 r. Mieszkania zostaną zwolnione wyłącznie wtedy, gdy fundacja wynajmuje je bezpośrednio na cele mieszkaniowe, a apartamenty na doby wypadają ze zwolnienia zawsze. Udział w spółkach transparentnych będzie zwolniony tylko w takim zakresie, w jakim fundacja mogłaby uzyskać ten dochód sama. Fundacja wejdzie w reżim spółek kontrolowanych i exit tax, a przeterminowane pożyczki dla fundatora i spółek powiązanych oraz umorzone należności staną się ukrytym zyskiem. Każda z tych zmian celuje w margines i każdą uważam za potrzebną.

Szósta zmiana jest innego rodzaju. Podatek od wypłat rośnie z 15 do 19 proc. dla wszystkich fundacji, także istniejących, i od wszystkich wypłat po 1 stycznia 2027 r., niezależnie od tego, kiedy zysk powstał. Zyski zarobione pod rządami stawki 15 proc. nie dostają żadnej ochrony. Kto przez trzy lata nie wypłacał ich, bo wierzył, że państwo policzy je po staremu, zapłaci od nich po nowemu. Nawet zapowiadane zrównanie z podatkiem od dywidend jest umowne: fundacja płaci od kwoty wypłaconej, nie od zysku, więc ze 100 zł odda 16, gdy udziałowiec oddaje 19. To nie jest zamknięcie skarbca, tylko wyższa opłata przy kasie, pobierana także od tych, którzy nigdy nie próbowali wyjść bez płacenia. Odroczenie, czyli to, że przez cały czas obracania majątkiem w fundacji nie płaci się nic, pozostaje w całości. Kto liczył, że projekt kończy podatkowy przywilej, przeliczył się; kończy tylko cierpliwość wobec jego najskromniejszych użytkowników.

Ochrona tam, gdzie tania

Projekt jest w jednym punkcie wzorowy i w jednym niekonsekwentny, a oba dotyczą tego samego. Test dwuletni objął wyłącznie majątek wnoszony w przyszłości: ochrona praw nabytych pełna, bo tania, skoro test ma zniechęcać, nie zarabiać. Stawka objęła wszystko, także zyski sprzed reformy: ochrony brak, bo kosztowałaby realnie, skoro to zatrzymane zyski są największą pulą do opodatkowania. Rozwiązanie leży na stole od miesięcy. Każda fundacja zamknie rok 2026 bilansem, w którym zyski zatrzymane są policzone co do złotówki; wystarczy przepis, że wypłaty z tej puli idą po staremu, a dopiero wypłaty ponad nią po nowemu. Pula jest skończona, więc koszt dla budżetu wygasa sam. Jeżeli Sejm tego nie dopisze, rząd sam dostarczy argumentu, który stał za pierwszym wetem.

Ministerstwo odpowiada, że trzyletniej gwarancji nigdy nie było, a przegląd to przegląd, nie obietnica. Ma rację. Rynek odpowiada, że przekazał spółki warte miliardy w zaufaniu do reguł, które państwo samo przedstawiało jako docelowe. Też ma rację. Oba zdania są prawdziwe jednocześnie i na tym polega problem: kapitał wycenił obietnicę, której państwo formalnie nie złożyło, a państwo uznało, że skoro nie złożyło, nie musi jej dotrzymać. Do konsultacji przeglądu stanęło 40 podmiotów, wśród nich właściciele największych firm rodzinnych w kraju, i sprzeciw wobec ograniczania zwolnienia był powszechny. Stawki to nie zmieniło. Zmienił natomiast coś ważniejszego: wiedzą już, że ich majątek jest w instytucji, której reguły renegocjuje się co 18 miesięcy.

Jest w tym wszystkim jeszcze jedna asymetria. Na koniec 2025 r. w jedynym sądzie rejestrowym dla fundacji, w Piotrkowie Trybunalskim, czekały na rozpoznanie 3853 wnioski, a sąd załatwiał w ciągu roku nieco ponad połowę tego, co wpływało. Państwo potrzebuje kilkunastu miesięcy, żeby fundację wpisać, i kilku miesięcy, żeby zmienić jej podatki. Instytucja, której reguły zmieniają się szybciej, niż powstaje ona sama, nie jest instytucją sukcesyjną, tylko poligonem.

Czego boi się kapitał

Kapitał długoterminowy nie boi się 19 proc. 4 punkty procentowe przy wypłacie, która nastąpi po 20 latach, są w rachunku rodziny akceptowalne. Kapitał boi się tego, że nie wie, ile wyniesie stawka w 2028 r. albo czy nie pojawią się inne zaskakujące pomysły legislacyjne. Fundacja rodzinna miała dać polskim firmom to, co austriackim i liechtensteińskim daje od dziesięcioleci: miejsce, w którym majątek czeka na następne pokolenie, a nie na następną nowelizację ustawy. Każda zmiana reguł wobec fundacji już istniejących skraca horyzont planowania do roku podatkowego, a kapitał, który nauczy się liczyć w latach, a nie pokoleniach, zacznie zachowywać się jak kapitał spekulacyjny, bo tego go uczymy.

Dobra reforma jest w zasięgu ręki i nie wymaga rezygnacji z żadnego uszczelnienia. Potrzebuje czterech zdań: stawki 15 proc. dla zysków wypracowanych do końca 2026 r., wyjątku w teście dla każdej sprzedaży wymuszonej, nie tylko na nakaz organu, rozróżnienia długu darowanego od długu straconego w upadłości dłużnika oraz reguły, że zmiany opodatkowania fundacji istniejących działają dopiero od drugiego roku po ogłoszeniu. To ostatnie zdanie byłoby warte więcej niż cała reszta, bo dawałoby to, czego ustawodawca nie dał od 2023 r.: horyzont. Fundacja rodzinna miała nauczyć polski kapitał myśleć w pokoleniach. Ustawodawca uczy go właśnie myśleć w kadencjach.

autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający Kancelarii Prawnej Skarbiec