Od kilku miesięcy trwa społeczna i polityczna debata nad zmianą przepisów działu szóstego kodeksu pracy o czasie pracy. Niewątpliwie istnieje potrzeba takich zmian, choćby ze względu na niedostosowanie przepisów do standardów wspólnotowych, ich kazuistykę i powszechnie zarzucaną niezrozumiałość. Wiele z nich nie służy bowiem ani pracodawcom, ani pracownikom, nie pozwalając na racjonalne gospodarowanie zasobami czasu pracy w przedsiębiorstwach, nie chroniąc przy tym jednocześnie interesów pracowników. Przykładem mogą być przepisy o dobie pracowniczej (art. 128 § 3 pkt 1 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=FDBC9BF7091F9B272EE0E6DCBD181C7D?id=76037]k.p.[/link]) uniemożliwiające stosowanie choćby tzw. ruchomego czasu pracy, w którym zatrudniony sam decyduje o godzinie rozpoczęcia pracy w poszczególnych dniach w ramach umówionego dobowego wymiaru czasu pracy.
W związku z kryzysem gospodarczym pojawiają się pokusy wprowadzenia pospiesznych zmian tak ważnej z punktu widzenia każdego przedsiębiorcy i pracownika materii pod nośnym hasłem uelastyczniania przepisów i walki z bezrobociem. W prasie i innych środkach masowego przekazu występują orędownicy tzw. uelastyczniania przepisów prawa pracy, w tym czasu pracy, przy czym powszechne jest błędne stawianie znaku równości między elastycznością a zmniejszeniem poziomu bezrobocia.
Niestety przykłady na takie opaczne rozumienie elastyczności odnajdujemy również w propozycji zmian do działu szóstego kodeksu pracy przygotowanej przez urzędników z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej przedstawionej w lutym tego roku Zespołowi ds. Prawa Pracy i Układów Zbiorowych działającemu w ramach Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych.
[srodtytul]Kilka zalet [/srodtytul]
Wstępny projekt zmian przedstawiony członkom Komisji Trójstronnej ma niewątpliwie kilka zalet.