[ramka][b]E-booki, audiobooki i inne formy[/b]
Nowinki techniczne w branży księgarskiej rządzą się tymi samymi w gruncie rzeczy regułami co publikacje papierowe. Treść e-booka czy nagranie książki podlega ochronie prawnoautorskiej. Chroniony jest przede wszystkim autor e-booka oraz lektor, który użyczył swego głosu do nagrania książki. Swymi prawami do utworu mogą obracać tak samo jak twórcy preferujący papier.
W przypadku lektora można oczywiście się zastanawiać, czy odczytanie tekstu zasługuje na przymiot twórczości czy tylko rzemiosła. Można i tu wychwycić indywidualny wkład, zauważalny chociażby w rozłożeniu akcentów, tembrze głosu itd.
Warto też pamiętać, że audiobook jest dziełem zależnym. Należy zatem zadbać o pozyskanie praw do utworu, który zostanie odczytany. Często jest bowiem tak, że przysługują one innemu twórcy czy wydawcy. Wypada też tu zaznaczyć, że publikacjom elektronicznym można nadawać ISBN.[/ramka]
[b]NUMERY, SYMBOLE I INNE DODATKI OPISUJĄCE KONKRETNĄ PUBLIKACJĘ[/b]
[b]Książka to nie tylko treść, lecz także opakowanie. Na okładce i kartach tytułowych umieszcza się często wiele elementów wyróżniających ją spośród innych[/b]
Aby się o tym przekonać, wystarczy wziąć do ręki którąś z niedawno wydanych książek i dokładnie obejrzeć jej okładkę oraz pierwsze i ostatnie strony. Poza elementami tak oczywistymi, jak tytuł czy imię i nazwisko autora, można tam znaleźć najczęściej dane i znak towarowy wydawnictwa, miejsce i rok wydania, kod paskowy, skrót ISBN z towarzyszącym mu długim ciągiem cyfr itp.
Uważni obserwatorzy szybko się zorientują, że zestaw tych danych jest zmienny. Niektóre pojawiają się na każdej książce, inne nie. Rodzi się zatem pytanie, które z nich są niezbędne, a które mają tylko charakter opcjonalny. Czy ich umieszczenia na publikacji wymagają przepisy?
[srodtytul]Imiona i nazwiska[/srodtytul]
Jednym z elementów często pojawiających się na kartach tytułowych są dane osób zaangażowanych w przygotowanie książki. I tak dowiadujemy się często, kto przygotował projekt okładki, kto dokonał jej składu, korekty, kto opracował indeks przedmiotowy itd. Czy to narzucony prawem obowiązek czy tylko dobry obyczaj?
Wydaje się, że i jedno, i drugie. Podstawy prawnej dla tej praktyki należy szukać w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych. To z niej wynika, że każdy twórca ma prawo opatrzenia swego utworu własnym imieniem i nazwiskiem albo pseudonimem. Lepiej o tym pamiętać, bo rozpowszechnianie utworu bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy jest przestępstwem. Grożą za nie trzy lata więzienia.
Dlaczego zatem zasugerowałem przed chwilą, że umieszczanie nazwisk czasem może być jedynie dobrym obyczajem? Otóż nie każda osoba zaangażowana w proces powstania dzieła jest jego współtwórcą. Przymiot ten przysługuje tylko tym osobom, które miały swój wkład twórczy, indywidualny. Problem polega na tym, że w praktyce trudne i sporne bywa rozdzielenie funkcji twórczych (artystycznych) i nietwórczych (rzemieślniczych).
Na ogół przyjmuje się, że współtwórcami nie są np. korektorzy czy osoby zajmujące się składem, a tym bardziej drukarze, bo rolą tych ostatnich jest nie tyle nadanie utworowi ostatecznego kształtu, ile przeniesienie gotowego dzieła na papier i zwielokrotnienie go.
[wyimek]Każdy twórca ma prawo opatrzenia swego utworu własnym imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem[/wyimek]
Z redaktorami sprawa jest już trudniejsza, choć wydaje się, że na ogół ich wkład do tekstu napisanego przez kogo innego nie ma charakteru twórczego. Warto natomiast wymienić nazwisko autora okładki czy ilustracji zamieszczonych w książce. Zresztą dla uniknięcia sytuacji, w której ktoś poczuje się pominięty i po jakimś czasie wystąpi z roszczeniami z tym związanymi, lepiej podać w książce więcej nazwisk niż mniej.
[srodtytul]Międzynarodowy Standardowy Numer Książki[/srodtytul]
Jeśli czytelnik postąpił zgodnie z sugestią zawartą we wstępie i przejrzał kilka książek, z pewnością na każdej znalazł ciąg cyfr poprzedzonych drukowanymi literami ISBN. To skrót od International Standard Book Number (Międzynarodowy Standardowy Numer Książki). Jego używanie nie jest obowiązkowe. Jednak korzyści, jakie się z ISBN wiążą, sprawiają, że mało który wydawca ich swoim książkom nie nadaje.
Po pierwsze numer ten jest podstawą do wygenerowania kodu paskowego. Nie ma przymusu stosowania kodu, ale bez niego trudno sobie wyobrazić sprzedaż publikacji za pośrednictwem księgarń czy sieci handlowych. To na jego podstawie towar jest bowiem identyfikowany w obrocie, logistyce itd.
Po drugie tylko mając ISBN, wolno skorzystać z preferencyjnej stawki VAT. [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=172827]Ustawa o podatku od towarów i usług[/link] przewiduje tu 7 proc., przy czym jeszcze przez jakiś czas, na skutek ustępstw wynegocjowanych przed przystąpieniem do Unii Europejskiej, stawka wynosi i wynosić będzie 0 proc.
W Polsce ISBN nadaje Krajowe Biuro ISBN działające w ramach Biblioteki Narodowej. To nic nie kosztuje. Wszystkie formalności można załatwić korespondencyjnie – najlepiej pocztą tradycyjną, bo nie przydziela się numerów na wnioski przesłane faksem lub e-mailem.
Należy wypełnić stosowny wniosek i przesłać go do BN. Wydawca określa w nim, ile numerów chce otrzymać. To ważne, bo jednym ISBN wolno opatrzyć tylko jeden tytuł. Przedsiębiorca otrzymuje żądaną pulę numerów, a jego dane trafiają do międzynarodowej bazy wydawców. Potem musi jeszcze pamiętać o informowaniu biblioteki o wykorzystaniu kolejnych ISBN.
Wszystkie informacje o ISBN można znaleźć w Internecie pod adresem www.bn.org.pl /programy-i-uslugi/isbn,-ismn,-issn/isbn.
[srodtytul]Cena[/srodtytul]
Zgodnie z prawem każdy towar przeznaczony do sprzedaży detalicznej powinien być oznaczony ceną. Przepisy dość szczegółowo określają zasady uwidaczniania ceny na różnych produktach, ale książkom akurat nie poświęcają zbyt wiele uwagi. Ustawa wymaga tylko, ażeby ceny nie dawało się łatwo usunąć. Na ogół jest ona umieszczana na książce już na etapie projektowania wyglądu książki jako jeden z elementów okładki.
Nie ma jednak takiego obowiązku. Cenę można umieścić na publikacji i później, np. w postaci naklejki. Co więcej, cena wcale nie musi się znaleźć na okładce. Równie dobrze można ją umieścić wewnątrz książki, np. na którejś z kart tytułowych czy na jej końcu.
Można oczywiście się zastanawiać, czy wydarcie kartki to łatwe usunięcie ceny. Wydaje się, że nie, bo równie dobrze można przecież przedrzeć okładkę czy oznaczenie z ceną zdrapać.
[srodtytul]Czego pisać nie trzeba[/srodtytul]
Nie ma obowiązku podawania danych drukarni. Taki wymóg przewiduje prawo prasowe, ale tylko w odniesieniu do publikacji periodycznych (gazet codziennych, czasopism itd.).
Jedynie od woli wydawcy zależy także, czy zamieści na książce swój znak towarowy. Większość oczywiście to czyni z przyczyn marketingowych, ale przymusu nie ma.
[srodtytul]Prawo bez zastrzeżeń[/srodtytul]
Coraz częściej pojawia się w książkach informacja o zastrzeżeniu wszelkich praw, o zakazie wykorzystania ich zawartości bez zgody wydawców, o karalności bezprawnego ich używania itp. Niemal zawsze są to informacje opcjonalne, zależne od fantazji ich autorów, a czasem niestety błędne.
O tym, jakie wykorzystanie dzieła jest dopuszczalne, a jakie nie, przesądza przede wszystkim prawo, a dopiero w jego granicach – wola twórcy, wydawcy czy innych uprawnionych podmiotów. Jest to tzw. dozwolony użytek. Jego zasady są dość skomplikowane i wszystkich ich tu nie omówimy, zwłaszcza że nie wszystkie dotyczą książek.
Przykładowo, w prasie wolno opublikować krótkie streszczenie książki, w innej publikacji wolno zacytować jej fragment itd. Żadne zastrzeżenie wydawcy niczego tu nie zmieni. I odwrotnie, brak w książce jednego z takich oświadczeń nie oznacza, że wydawca nie będzie miał prawa domagać się odszkodowania od osób, które korzystały z utworu w sposób niedozwolony.
[ramka][b]Co oznacza symbol ©[/b]
Na kartach tytułowych wielu książek da się dostrzec zamkniętą w okręgu literkę „c”. Jest to tzw. nota copyrightowa. Na rynku polskim jej znaczenie nie jest zbyt wielkie – może poza tym, że przydaje książce powagi.
Jej rola wiąże się z faktem, iż w niektórych porządkach prawnych ochrona prawnoautorska była uzależniona od zarejestrowania utworu. Dla twórców z innych krajów jest to warunek dość uciążliwy.
Dlatego w zawartej w 1952 r. przez kilkadziesiąt państw z całego świata powszechnej [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=74F711D5E16573F9B275191167907BFC?id=93272]konwencja o prawie autorskim (DzU z 1978 r. nr 8, poz. 28)[/link] znalazło się postanowienie dotyczące noty copyrightowej. Państwa zgodziły się, że jej umieszczenie jest równoznaczne z rejestracją, notyfikacją, złożeniem utworu do depozytu itp. działaniami wymaganymi przez poszczególne systemy prawne w celu uzyskania ochrony. Ważne jest jednak, ażeby miała ona właściwą formułę.
Obok zamkniętego w okręgu „c” muszą się znaleźć dane podmiotu, któremu przysługują prawa autorskie (np. twórcy czy wydawcy), a także rok pierwszej publikacji. [/ramka]
[i]Autor jest rzecznikiem patentowym[/i]
[ramka][b]Czytaj też o [link=http://www.rp.pl/artykul/456126.html]sprzedaży książek w Internecie[/link][/b][/ramka]