Prezydent powołał sędziego Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego. Karol Nawrocki długo się zastanawiał, ale w końcu dokonał wyboru. Dobrze wybrał? Zmieni to sytuację w SN?
Wybór sędziego Kapińskiego niczego w funkcjonowaniu Sądu Najwyższego w mojej ocenie nie zmieni. A wybór? W mojej ocenie to bardzo zła kandydatura, ale były same złe. Nie jest to zatem primus inter pares. Przypomnę tylko, że to ten sędzia – zastępując sędzię Manowską – wykreował rzekomy spór kompetencyjny pomiędzy izbami Pracy oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych co do spraw wniesionych przez panów Wąsika i Kamińskiego, choć takiego sporu zgodnie z zapisami ustawy o SN nie było. Spór bowiem może istnieć, gdy żadna z izb nie uważa się za właściwą (art. 28 par. 2 uSN), a przecież w tych sprawach obie izby uważały, że są właściwe. Wbrew zatem przepisom, przekraczając swoje uprawnienia, uznał, że zaistniał spór, i nakazał przekazać sprawy do IKNiSP. Uważam, że oczywiście wiedział, że takiej decyzji w takim układzie nie może podjąć. Jeśli do tego dodać, że sędzia ten blokował w Izbie Karnej postępowania wznowieniowe w zakresie postępowania kasacyjnego, miesiącami nie wydając koniecznych zarządzeń, przetrzymując akta spraw ponad wszelką miarę (w niektórych ponad sześć miesięcy), a dodatkowo, znów z naruszeniem przepisów uSN, wnioski prokuratorów o wyłączenie neosędziów z Izby Karnej kierował do rozpoznania w Izbie Kontroli, zaś w dniu wczorajszym wydał zarządzenie blokujące stronom składanie wniosków o wyłączenie sędziego z powodu wad w powołaniu, choć standard art. 6 EKPC oraz art. 19 TFUE obejmuje prawo do składania takich wniosków, to widać wyraźnie, do jakich kroków sędzia ten się posunął w ochronie statusu sędziów wadliwie powołanych do SN. Ale jak widać, prezydentowi te kwestie nie przeszkadzały, choć były opisywane w mediach. Nie mogę mieć zatem powodu do dumy z takiego wyboru, wręcz przeciwnie.