Ciągnący się od kilku dekad imponujący rozwój infrastruktury transportowej, postępująca urbanizacja, presja „mieszkaniówki” na każdy metr kwadratowy ziemi, a także odbijający się po pandemii COVID-19 ruch lotniczy powodują, że liczba osób narażonych na hałas zwiększa się. Tempo prac nad nowym ładem przestrzennym w samorządach oraz brzmienie przepisów przejściowych wzmogło dodatkowo działania właścicieli nieruchomości, zmierzające do zabezpieczenia wartości gruntów poprzez zagwarantowanie sobie prawa do ich zabudowy. Może to w wielu miejscach odebrać potencjał najskuteczniejszemu sposobowi na ochronę mieszkańców przed hałasem przy jednoczesnym rozwoju infrastruktury, czyli odpowiedniemu planowaniu przestrzennemu właśnie. Wiemy wszak powszechnie, że dobre planowanie to najlepszy sposób nie tylko na ograniczanie kosztów ochrony akustycznej. Tymczasem gdy mleko się już rozleje, istniejące narzędzia prawne mające zapewnić dotrzymanie standardów akustycznych na terenach będących pod jego presją, stają się w istocie wieloletnią batalią administracyjną, zniecierpliwieniem dla mieszkańców, zajęciem dla organów ochrony środowiska, a dla zarządzających źródłami hałasu usprawiedliwieniem zwłoki w podejmowaniu działań ochronnych. Dlaczego tak się dzieje?