Warunki do inwestycji, wbrew pozorom, są dobre. Firmy mają za sobą trzy lata bardzo dobrych wyników i rosnącej rentowności. W Polsce historycznie firmy decydowały się na inwestycje właśnie wtedy, gdy rosły ich marże. Sam wzrost przychodów nie wystarczał. Żeby firmy chciały inwestować, potrzebują też gotówki, bo kredyt nie jest głównym źródłem finansowania. Kolejnym czynnikiem, który sprzyja inwestycjom, były dobre oceny popytu jeszcze w 2022 roku. Pomaga tu słabość złotego, dzięki której polskie firmy utrzymały konkurencyjność pomimo szybkiego wzrostu płac. Na to wszystko nakładają się strukturalne zmiany w polskiej gospodarce. Mamy do czynienia z dążeniem do poprawy efektywności energetycznej przedsiębiorstw, ale też z falą innowacji w różnych sektorach. Widać np. automatyzację w handlu, wdrożenie sztucznej inteligencji i technologii chmurowych w wielu usługach. To ostatnie zjawisko może mocno zmienić centra usług wspólnych, w których wiele procesów jest podatnych na automatyzację. Wkrótce zaczną się też inwestycje związane z infrastrukturą krytyczną, zbrojeniami.
To mit, że inflacja zabija inwestycje, tak samo, jak mitem jest to, że inflacja przyspiesza konsumpcję, bo ludzie chcą kupić zanim wzrosną ceny. Przeciwnie, inflacja uruchamia procesy korekcyjne.
Do poprawy rentowności firm przyczyniła się wysoka inflacja. Wiele firm wykorzystało okres szybkiego wzrostu cen do podwyższenia marż. Patrząc z tej perspektywy, inflacja okazała się czynnikiem animującym inwestycje, podczas gdy kilka kwartałów temu powszechne były oceny, że inflacja to niepewność, a niepewność jest dla inwestycji zabójcza.
To mit, że inflacja zabija inwestycje, tak samo, jak mitem jest to, że inflacja przyspiesza konsumpcję, bo ludzie chcą kupić zanim wzrosną ceny. Przeciwnie, inflacja uruchamia procesy korekcyjne. Siła nabywcza dochodów spada, realne płace spadają, co ogranicza konsumpcję, a wzrost rentowności firm sprzyja inwestycjom. Struktura PKB stała się dzięki temu mniej proinflacyjna. Trzeba tu jednak podkreślić, że wzrost marż nie był źródłem inflacji, tylko pomógł ją propagować. Czyli to nie jest tak, że zwiększając marże firmy wywołały inflację. Inflacja otworzyła firmom możliwość podwyższenia cen, której w poprzedniej dekadzie w zasadzie nie było.
Spadek konsumpcji w związku z wysoką inflacją, erodującą siłę nabywczą dochodów, w I kwartale br. był płytszy niż oczekiwała większość ekonomistów. Wyniósł 2 proc. rok do roku, zamiast niemal 3 proc. A teraz konsumpcja jest, jak się zdaje, u progu odbicia. To zahamuje spadek inflacji?
Już jesienią 2022 r. stawialiśmy tezę, że wiosną dojdzie do odbicia konsumpcji. Zakładaliśmy, że zimą konsumenci będą przestraszeni perspektywą kryzysu energetycznego, a czas ograniczonych wydatków pozwoli im zbudować oszczędności. Teraz konsumenci wiedzą, że kryzysu nie było. Widzą, że bezrobocie pozostaje niskie, wzrost płac jest szybki, a inflacja maleje. I dotyczy to w szczególności tych kategorii towarów i usług, gdzie zmiany cen są najbardziej zauważalne: nośniki energii, paliwa, żywność. Konsumenci łapią więc grunt pod nogami. Nie sądzę, żeby odbicie konsumpcji było na tyle silne, żeby zablokowało dezinflację. Żadnego boomu tu nie będzie. Badania sugerują, że w roku wyborczym optymizm zwykle się nie odbudowuje. To jest okres, gdy konsumenci są bombardowani złymi wiadomościami.