Reklama

Hossa rozgościła się na chińskim rynku akcji

Sytuacja na giełdach może bardzo odpowiadać władzom Państwa Środka. Indeks Shanghai Composite jest najwyżej od 10 lat. Zwyżki są w dużym stopniu napędzane przez krajowych inwestorów detalicznych, którzy dysponują dużymi oszczędnościami i szukają miejsc lokowania pieniędzy.

Publikacja: 14.09.2025 20:26

Hossa rozgościła się na chińskim rynku akcji

Foto: AdobeStock

Shanghai Composite, czyli główny indeks giełdy w Szanghaju od początku roku zyskał już ponad 11 proc., a przez ostatnie 12 miesięcy wzrósł o 28 proc. Od kwietniowego dołka urósł o ponad 20 proc., czyli pod względem technicznym wszedł w rynek byka. Nieznacznie gorzej radził sobie CSI 300, czyli wspólny indeks dla giełd w Szanghaju i Shenzhen. Od początku roku zyskał on prawie 11 proc., przez 12 miesięcy wzrósł o 26 proc. i znalazł się najwyżej od października 2024 r. Hossa mocno już się rozpędziła na giełdzie w Hongkongu. Hang Seng, jej główny indeks, wzrósł od początku stycznia o 28 proc., przez 12 miesięcy zyskał 43 proc., a pod koniec lipca był najwyżej od lutego 2022 r. MSCI China, indeks w którym dużo ważą akcje chińskich firm technologicznych, urósł natomiast od początku roku o prawie 27 proc., w ciągu 12 miesięcy poszedł w górę o 45 proc. i również sięgnął najwyższego poziomu od lutego 2022 r.

Powrót zaufania

To, że Shanghai Composite sięgnął najwyższego poziomu od sierpnia 2015 r., ma duże znaczenie psychologiczne. 2015 rok był bowiem czasem szalonych zwyżek na chińskich giełdach, które przekształciły się w krach. O ile we wtorek 19 sierpnia Shanghai Composite zamknął się na poziomie 3727 pkt, to w szczycie z czerwca 2015 r. dochodził do 5178 pkt, a w dołku z lutego 2016 r. wynosił 2639 pkt. Ówczesny krach zniechęcił na całe lata wielu chińskich inwestorów detalicznych do lokowania pieniędzy na giełdzie. To, że główny indeks giełdy w Szanghaju wrócił na poziom z lata 2015 r., można więc interpretować jako oznakę powrotu zaufania na rynek.

Akcje zyskały też na atrakcyjności w porównaniu z innymi klasami chińskich aktywów. Chiński rynek nieruchomości jest nadal pogrążony w kryzysie, a inwestorzy odwracają się od obligacji, do czego przyczynił się spadek oczekiwań na większe luzowanie polityki pieniężnej przez Ludowy Bank Chin. Na niekorzyść obligacji zadziałało również to, że rząd przywrócił podatek od zysków kapitałowych w przypadku papierów rządowych oraz emitowanych przez duże instytucje finansowe.

Według danych agencji Bloomberg, obroty na giełdach Chin kontynentalnych sięgnęły w poniedziałek 18 sierpnia równowartości 376 mld dol. Wyższe były tylko w szczycie z 8 października. Chińscy inwestorzy mocniej angażowali się również w handel na giełdzie w Hongkongu. W piątek 15 sierpnia kupili tam akcje za 4,6 mld dol., co było dziennym rekordem zakupów.

– Jesteśmy pewni, że te zwyżki mogą trwać – twierdzi Wang Huan, zarządzający funduszem w firmie Shanghai Zige Investment Management Co. Ltd. Zwraca on uwagę na to, że hossie sprzyja duża płynność na rynku, działania rządu mające powstrzymywać wojny cenowe między producentami oraz nadzieje na to, że sytuacja gospodarcza w Chinach będzie się poprawiała w nadchodzących miesiącach.

Reklama
Reklama

Niewątpliwie hossie w Szanghaju, Shenzhen i Hongkongu pomogło to, że udało się złagodzić wojnę handlową z USA. Co prawda amerykańskie cła na chińskie produkty nadal są wysokie, ale nie są już one zaporowe. Inwestorzy liczą na to, że tymczasowy rozejm handlowy między oboma supermocarstwami uda się przekształcić w trwalsze porozumienie.

Bez przesadnej euforii

Zwyżkom na chińskich giełdach towarzyszy dosyć niska zmienność. Dziesięciodniowy wskaźnik zmienności dla indeksu CSI 300 był w połowie sierpnia jedynie o kilka punktów wyżej niż w tegorocznym dołku i zarazem znacznie niżej niż podczas październikowych zwyżek na chińskich giełdach (wywołanych nadziejami na większą rządową stymulację). Chińska hossa wciąż jest więc jeszcze daleka od szalonych zwyżek, podobnych jak w pierwszej połowie 2015 r.

– O ile część inwestorów mówi o zwiększonych napływach kapitału z depozytów na rynek akcji, to nasze obserwacje pokazują, że o ile bogaci inwestorzy rzeczywiście spieszą się, by dołączyć do hossy, to większość inwestorów indywidualnych wybiera produkty oferowane przez branżę zarządzania majątkiem, zamiast dokonywać bezpośrednich zakupów akcji – wskazuje Cao Liulong, analityk firmy Western Securities.

O tym, że nie mamy jeszcze do czynienia z „szaloną hossą” mówią również dane dotyczące napływu kapitału do chińskich funduszy typu ETF, inwestujących na giełdach krajowych. Według statystyk agencji Bloomberga, przez osiem tygodni z rzędu do 15 sierpnia, fundusze te doświadczały odpływu kapitału netto. Działo się tak, choć w tym czasie indeks CSI 300 zyskał ponad 9 proc. – Ostatnie zwyżki na chińskim rynku akcji są bardziej trwałe niż te z czasów hossy sprzed 10 lat – uważa Hao Hong, dyrektor inwestycyjny w firmie Lotus Asset Management.

Obecna hossa może bardzo odpowiadać władzom Państwa Środka, które promowały ideę „powolnego rynku byka”, czyli zwyżek na rynku dalekich od szaleństwa spekulacyjnego, ale pozwalających chińskiej klasie średniej na wzbogacanie się.

Duże oszczędności

Analitycy spodziewają się, że hossa może jeszcze stosunkowo długo trwać, m.in. dlatego, iż chińskie gospodarstwa domowe dysponują bardzo dużymi oszczędnościami. Oszczędności te sięgały na koniec lipca ponad 160 bln juanów (22 bln dol. lub 81 bln zł). Szacunki dotyczące tego jaka część z tej sumy może trafić na rynek akcji są jednak bardzo niepewne. Analitycy firmy Zheshang Securities Co. szacują, że na giełdę może zostać skierowanych 4,25 bln juanów oszczędności. Tymczasem eksperci China Securities Co. spodziewają się, że na rynek akcji może trafić aż 60 bln juanów.

Reklama
Reklama

– O ile ostatnie zwyżki na giełdach mogą być związane z transferami z depozytów, to wciąż bardzo dużo pieniędzy czeka na uboczu na dalsze wzrosty. Przy niskim oprocentowaniu oszczędności, są szanse na to, że więcej pieniędzy trafi na rynek akcji – ocenia Niu Chunbao, zarządzający funduszem w firmie Shanghai Wanji Asset Management.

Wysyp ofert publicznych

Hossa na giełdach Chin kontynentalnych i Hongkongu sprzyja ofertom publicznym. Od początku roku do połowy sierpnia, w ramach IPO przeprowadzonych na parkiecie w Hongkongu zebrano łącznie ponad 16 mld dol. Analitycy PwC prognozują, że Hongkong będzie w tym roku największym rynkiem dla ofert publicznych. Wśród spółek, które sprzedawały w tym roku tam akcje, był m.in. CATL, wiodący producent baterii do samochodów elektrycznych, który pozyskał z rynku 5,2 mld dol.

Tymczasem, według agencji Bloomberg, Shein Group (globalny gigant w sprzedaży odzieży online) chce przeprowadzić ofertę publiczną w Hongkongu i jest gotowa, by przenieść swoją siedzibę główną z Singapuru do Chin kontynentalnych. Byłby to sposób na obłaskawienie chińskich regulatorów. Wcześniej Shein myślał o przeprowadzeniu oferty w Nowym Jorku i w Londynie. Plany te rozbiły się jednak o przeszkody regulacyjne. Nie wiadomo jak duże mogłoby być IPO Sheina. Spółka ta była trzy lata temu wyceniana na 100 mld dol., ale później pojawiła się presja inwestorów, by zmniejszyć wycenę do około 30 mld dol. Niezależnie od ostatecznej wyceny, oferta publiczna mogłaby wzbudzić duże zainteresowanie inwestorów i wzmocnić pozycję Hongkongu jako rynku ofert publicznych.

Inwestorzy ofiarami akcji „pompowania” kursów akcji chińskich spółek

Inwestorzy stracili w ostatnich tygodniach 3,7 mld dol. na akcjach siedmiu chińskich spółek notowanych na nowojorskiej giełdzie Nasdaq. Ich akcje najpierw mocno rosły i były ostro promowane w mediach społecznościowych, a później ich kursy gwałtownie się załamywały. Analitycy i inwestorzy wskazali, że ruchy te nosiły wiele cech oszustw typu „pump and dump” („pompuj i upuść”). Spółki, których papiery zachowywały się według takiego schematu to: Concorde International, Ostin Technology, Top KingWin, Skyline Builders, Everbright Digital, Park Ha Biological Technology i Pheton Holdings.

Oszustwa typu „pump and dump” zwykle dotyczą małych, „groszowych” spółek. Osoby posiadające w nich duże udziały najpierw sztucznie zawyżają cenę ich akcji, by później gwałtownie sprzedać swoje papiery. Tego typu manipulacje zdarzają się od dekad. Ostatnia ich intensywna fala przypadła na 2020 i 2021 r. Wówczas proceder „pompowania” dotyczył dziesiątków chińskich nierentownych firm.

Reklama
Reklama

FBI podało w lipcu, że odnotowało 300-proc. wzrost skarg ofiar „dotyczących oszustw giełdowych typu pump and dump” w porównaniu z poprzednim rokiem. Dodało, że inwestorzy są celem osób podszywających się w mediach społecznościowych pod „legalne firmy maklerskie lub znanych analityków giełdowych”. Ofiarami tego typu oszustw padają nie tylko początkujący inwestorzy.

„Financial Times” opisał przypadek jednej z ofiar oszustwa związanego z akcjami małych chińskich spółek. Tia Castagno, szefowa firmy coachingowej w Londynie, została dodana do grupy na WhatsAppie po kliknięciu w reklamę na Facebooku. Ostatecznie straciła wszystkie swoje oszczędności po zachęcie do inwestowania w spółkę Ostin Technology przez, jak twierdzi, wyglądającą na legalną amerykańską firmę inwestycyjną. – Czuję pustkę w żołądku i wstyd. Ciągle kwestionuję swój osąd i wspominam, jak się czułam, gdy grunt usunął mi się spod nóg – powiedziała Castagno.

Analitycy twierdzą, że amerykańskie organy regulacyjne były wielokrotnie ostrzegane, że niektóre akcje są wykorzystywane jako narzędzia do oszustw. Prawie co tydzień przez ostatnie siedem miesięcy Matthew Michel, dyrektor generalny InvestorLink, rozsyłał emaile zwracające uwagę na nietypową aktywność w mediach społecznościowych wokół niektórych małych spółek notowanych na rynku amerykańskim. Według „Financial Timesa”, duża firma handlowa z Wall Street wielokrotnie ostrzegała SEC oraz Nasdaq o potencjalnej manipulacji akcjami niektórych spółek. Zarówno SEC, jak i Nasdaq nie skomentowały tych doniesień.

Platforma InvestorLink ostrzegła na początku lipca o nietypowej aktywności online wokół spółki Pheton Holdings. Było to na trzy tygodnie przed tym, jak akcje Pheton spadły o 95 proc. Anonimowy europejski inwestor detaliczny, który twierdzi, że stracił „sześciocyfrową” kwotę na akcjach Phetonu opowiedział, że został dodany do grupy inwestycyjnej na WhatsAppie po kliknięciu w reklamę na Facebooku, która chwaliła się poparciem znanego amerykańskiego komentatora telewizyjnego.

Poradniki Rzeczpospolitej Ekonomia
Stąpając po wełnie i jedwabiach. Czy opłaca się inwestować w dywany?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Poradniki Rzeczpospolitej Ekonomia
Monachijczycy. Ceny prac tych twórców wciąż biją rekordy
Poradniki Rzeczpospolitej Ekonomia
Czy w 2026 roku nadal warto mieć polskie akcje w portfelu?
Poradniki Rzeczpospolitej Ekonomia
Branża gier prześwietlona. Jest kilku faworytów, na czele z CD Projektem
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama