Firmy zatrudniające co najmniej 20 pracowników, redukujące etaty z przyczyn ich niedotyczących, mogą zwalniać pojedyncze osoby na podstawie [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=169524]ustawy o zwolnieniach grupowych (DzU nr 90, poz. 844 ze zm.)[/link]. Skutecznie to wykorzystują, nie zaprzątając sobie głowy kodeksową ochroną.
[srodtytul]Bez gwarancji zatrudnienia[/srodtytul]
Dotyka to zazwyczaj pracowników przebywających na urlopie wychowawczym lub innym urlopie trwającym dłużej niż trzy miesiące albo mających umowę na czas określony, która nie przewiduje możliwości jej rozwiązania za dwutygodniowym wypowiedzeniem.
W tych bowiem sytuacjach ustawa wyłącza gwarantowaną przez kodeks pracy ochronę przed zwolnieniem. Widząc, że angażu nie da się rozwiązać na podstawie tej ostatniej ustawy, szef przeskakuje na drugą – o zwolnieniach grupowych, podając często fikcyjną, ekonomiczną przyczynę rozstania.
– To krzywdzące nadużycie, na które pozwolił ustawodawca. Podzielił pracodawców na mniejszych i większych, umożliwiając tym ostatnim sprytne obejście prawa. Chyba już czas najwyższy przyjrzeć się bliżej niedociągnięciom ustawy o zwolnieniach grupowych. Albo chronimy wszystkich wymienionych w kodeksie pracy, albo nikogo. Zastanawiam się jeszcze, czy ta ustawa powinna przewidywać w ogóle zwolnienia jednostkowe – tłumaczy prof. Genowefa Grabowska.