Już samo pierwsze czytanie w Sejmie ustaw: praworządnościowej i o Krajowej Radzie Sądownictwa, zapowiadało nie lada emocje i długie dyskusje. Tymczasem wpadł kolejny temat: przeszukanie gabinetów rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych i jego zastępców powołanych za czasów rządów PiS. To sprawy naprawiania przeszłości. A gdzie w tym wszystkim jest przyszłość, choćby sztuczna inteligencja w wymiarze sprawiedliwości? Daleko.
Ostanie posiedzenie Sejmu zdominowały dwa projekty, które w Sejmie zaprezentował Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości ostro atakowany przez opozycję. Ostatecznie rząd jednak wygrał pierwszą bitwę, bo posłowie będą nadal nad nimi pracować. A to oznacza, że na razie nie trafią do kosza. Ostateczny ich los jest jednak niepewny, bo o tym, czy wejdą w życie, zdecyduje ostatecznie prezydent Karol Nawrocki.
Autorzy zmian powoli zmieniają narrację. – Jeśli prezydent zawetuje zmiany, weźmie na siebie odpowiedzialność za chaos, który w wymiarze sprawiedliwości trwa od kilku lat – mówią. I z dnia na dzień coraz lepiej widać, że mówienie o chaosie nie jest tylko pustym straszeniem. Dowód? Przekonali się o tym niedawno rozwodnicy, którzy wiele miesięcy po rozwodzie, przy okazji innej sprawy w sądzie, dowiedzieli się, że wciąż są małżonkami, bo rozwód orzekł neosędzia. Strach pomyśleć, co się stanie, kiedy takich orzeczeń będzie przybywać.