Dlaczego nie wziął pan udziału w Zgromadzeniu Ogólnym SN mającym doprowadzić do wyboru kandydata na nowego I prezesa?
Były różne przyczyny. Napisaliśmy o nich w naszym oświadczeniu. Dla mnie najważniejsza była fikcyjność tych „wyborów”. Źle się odnajduję w pomieszczeniach, w których ktoś robi „z tata wariata”. Co to za „wybory”, jeśli z góry wiadomo, kto zostanie wybrany. Ustawa o Sądzie Najwyższym została przez polityków w 2017 r. tak uszyta, że kilka osób z prawie 100 głosujących może wyłonić kandydata. Zdanie sędziów nie ma zatem żadnego znaczenia. Politycy lubią taką „demokratyczną” maskaradę – mnie od dawna matrix nie kręci.