W sobotę, 11 stycznia, ulicami Warszawy przeszedł Marsz Tysiąca Tóg. Brała pani w nim udział?
Tak, i jestem z tego dumna. To było wydarzenie bez precedensu, tysiące prawników z Polski i Europy maszerujących ramię w ramię z obywatelami w obronie praworządności. Było wzruszenie, były łzy, były podniosłe momenty. Marsz minął, ale nadal żyje w nas. Koledzy z zagranicy wciąż przeżywają swój udział, piszą do nas, zapewniają o swoim wsparciu. Myśleli, że po prostu przejdzie kolumna prawników, a szli w kilkudziesięciotysięcznym tłumie, zjednoczonym wspólnymi wartościami.
Czytaj także: Sędzia Dorota Zabłudowska musi się tłumaczyć rzecznikowi dyscyplinarnemu z Nagrody Równości
Szła pani w sędziowskiej todze?
Oczywiście. Jestem sędzią na sali rozpraw i poza nią. Jak słusznie powiedział na Marszu Tysiąca Tóg sędzia Tomasz Marczyński: „Jestem w todze, bo nie jestem tu prywatnie". Wyszliśmy w togach na ulice Warszawy nie dlatego, że mieliśmy ochotę na taki nietypowy spacer, ale by zwrócić uwagę Polski i świata na zamach na trójpodział władzy, jakim jest projekt ustawy represyjnej. Jeżeli ta ustawa wejdzie w życie, będzie to oznaczało definitywny koniec niezależności trzeciej władzy.