Choć w przepisach polskiego prawa próżno szukać definicji słowa „plaża”, jest ona przez nie traktowana jako miejsce publiczne. A więc wypoczywających na niej i kąpiących się w morzu czy jeziorze wczasowiczów obowiązują pewne reguły. Na sądowe wokandy nieraz trafiły już sprawy związane z piciem lub sprzedażą alkoholu, a nawet z opalaniem topless.
Nieobyczajne opalanie na plaży
Niekompletny – zdaniem niektórych – strój stał się przedmiotem jednej z głośnych spraw, która znalazła finał przed obliczem wymiaru sprawiedliwości. I choć trudno uznać, żeby zapadły kilkanaście lat temu wyrok wciąż w pełni odzwierciedlał obecne społeczne nastroje, stał się on punktem odniesienia dla wielu komentatorów.
Co ciekawe, choć pierwotnie rozpatrujący sprawę szczeciński sąd rejonowy uznał dwie opalające się w ten sposób kobiety za winne, ten okręgowy „odwrócił” wyrok o 180 stopni i uniewinnił je od zarzutu „nieobyczajnego wybryku” (sygn. akt: IV Waz 260/08), biorąc pod uwagę kontekst i specyfikę miejsca. Wyjaśnił przy tym, że ich postępowanie nie gorszyło innych, a teren, na którym się znajdowały, jest przecież przeznaczony do opalania. W XXI wieku zaś, kiedy to nagość obecna jest w mediach, a także na zagranicznych i – coraz częściej – również krajowych plażach, jej eksponowanie w takich okolicznościach nie powinno budzić zdziwienia.
Polskie sądy podchodzą ostrożnie do kwestii karania kobiet za „nieobyczajny wybryk”. To właśnie tak można by zakwalifikować zachowanie „niekompletnie” ubranych na plaży pań. Teoretycznie, zgodnie z kodeksem wykroczeń, grozi za to kara grzywny do 1,5 tys. zł, nagana, areszt lub ograniczenie wolności. Pod uwagę można również wziąć przepis o wywołaniu zgorszenia, za które – analogicznie – grozi areszt, grzywna lub ograniczenie wolności. Przy czym należy pamiętać, że o drugim z tych wykroczeń można mówić, kiedy działanie wywołuje np. oburzenie czy niesmak.
Niektóre kąpieliska próbują zapobiec niezręcznym sytuacjom i ratują się ucieczką do przodu. Za pomocą piktogramów proszą więc odpoczywających, aby zadbali o kompletny strój – zwykle przedstawiając sylwetkę kobiety również z jego górną częścią lub w kostiumie jednoczęściowym. Co ciekawe, coraz więcej kurortów walczy też z półnagimi wczasowiczami na ulicach, bo wciąż zdarza się, że kobiety w bikini i mężczyźni bez koszulek wchodzą do sklepów czy restauracji.
Sprzedaż alkoholu na plaży
O wspomnianą nieprecyzyjną – czy wręcz nieistniejącą – definicję plaży rozbiła się też sprawa dotycząca sprzedaży alkoholu, która trafiła z kolei na wokandę Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku (sygn. akt: III SA/Gd 264/24). Rok temu WSA rozstrzygnął konflikt między gminą a przedsiębiorcą, który piwo i napoje wyskokowe do 4,5 proc. chciał sprzedawać w położonym przy plaży hotelowym barze.
Co istotne, od 2018 r. – zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości – obowiązuje całkowity zakaz sprzedaży i spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Państwo zostawiło jednak gminom pewną furtkę, dzięki której mogą od tej zasady odstąpić w drodze uchwały. W rozpatrywanym przez WSA przypadku lokalne zezwolenie plaży jednak nie objęło. Ostatecznie sąd – przyjmując roboczą wersję tego pojęcia – zdecydował, że nie może ona obejmować obszaru tak szerokiego, na jaki wskazała gmina. Zatem w wydzielonym miejscu przedsiębiorca może bez przeszkód działać.
Picie pod chmurką
Najgłośniejszym zaś przypadkiem ostatnich lat – i sprawą, na kanwie której dyskutowano o swobodzie gminy w kwestii ustanawiania lokalnych reguł – był ten dotyczący picia alkoholu na warszawskich bulwarach wiślanych i plaży miejskiej – Poniatówce. Ostatecznie Naczelny Sąd Administracyjny – również odwracając wyrok sądu wojewódzkiego – orzekł, że w tamtej okolicy jest to legalne, a samorząd mógł samodzielnie ukształtować obowiązujące zasady.
Zakaz wprowadzania psów na plażę
Do podobnych sporów prowadzą też lokalne zakazy przyprowadzania na plażę czworonożnych pupilów, zwykle psów. Wiele z takich spraw na wokandę sądową jednak nie trafia, bo – aby się tak stało – zirytowany mieszkaniec musiałby zaskarżyć obowiązującą w gminie uchwałę. To zwykle one regulują takie kwestie. Czasem jednak spór przybiera ostrą formę, co obserwowaliśmy na przykładzie konfliktu w gminie Ustronie Morskie. W tym przypadku uchwałę tego zabraniającą (obostrzenia nie dotyczyły psów-przewodników i asystentów) zaskarżył rzecznik praw obywatelskich, podnosząc między innymi, że gmina nie może zakazywać wprowadzania zwierząt na teren obiektów użyteczności publicznej. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie ponad rok temu stwierdził, że taki zapis uchwały jest nieważny (sygn. akt: II SA/SZ 1065/23). Zaznaczył jednak, że nie oznacza to całkowitej swobody, bo właściciele czworonogów wciąż są zobowiązani do zadbania o czystość i porządek oraz prowadzenia zwierząt na smyczy (jak stanowią zapisy regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie tej gminy).
Handel obnośny na plaży
Z kolei wątpliwości dotyczące tego, kto może sprzedawać zmęczonym upałem plażowiczom zimne napoje czy przekąski, dały o sobie znać kilka lat temu, kiedy do Ministerstwa Infrastruktury wpłynęła interpelacja poselska. Dotyczyła ona stosowanej przez nadmorskie gminy praktyki organizowania przetargu na jej dzierżawę, umożliwiającą prowadzenie tam sprzedaży obnośnej. Pojawiły się wątpliwości, czy taka dzierżawa jest zasadna w sytuacji, kiedy sprzedawca przemieszcza się po terenie, na którym – w konsekwencji – inne podmioty z jego branży działać już nie mogą. Resort nie podzielił jednak tych argumentów i przypomniał, że to gmina ustala z urzędem morskim plan sezonowego zagospodarowania plaży, tym samym decydując, jaki rodzaj działalności gospodarczej może być tam prowadzony. A następnie – do czego ma pełne prawo – zawiera umowy dzierżawy z podmiotem zarządzającym plażą lub też z wieloma podmiotami prowadzącymi różnego rodzaju działalność, między innymi właśnie handel obnośny.
Grill i parawan na plaży
Inne zakazy, z jakimi często można spotkać się na polskich plażach, dotyczą biwakowania, grillowania, rozpalania ogniska, hucznego imprezowania czy palenia papierosów. A także np. wjeżdżania na plażę pojazdami, nie tylko samochodami, ale też coraz bardziej popularnymi quadami. Jednak prawdziwą zmorą części plażowiczów są parawany, które – choć w teorii miały pomagać osłonić się przed wiatrem – w praktyce stały się symbolem śmiałej ekspansji wczasowiczów. Warto jednak pamiętać, że w skrajnych przypadkach nadużywanie tej formy zajmowania przestrzeni również może zostać uznane za zachowanie niewłaściwe w miejscu publicznym i skończyć się karą z kodeksu wykroczeń – grzywną do 500 zł albo naganą. Jednak nawet dla ich zagorzałych przeciwników jest jasne, że całkowity zakaz ich stawiania – bo i takie pomysły już się pojawiały – byłby niemożliwy do wyegzekwowania.
W poszukiwaniu wskazówek, które pomogą bezpiecznie wypocząć nad wodą, warto zajrzeć choćby do ustawy o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych. Okaże się wówczas, że wszyscy tam przebywający są zobowiązani m.in. do zapoznania się z zasadami korzystania z obiektu oraz stosowania się do znaków nakazu i zakazu umieszczanych na jego terenie. A także do bezzwłocznego informowania służb ratowniczych np. o wypadku czy zaginięciu, jeśliby do nich doszło.
Ci, którzy obostrzenia obowiązujące na polskich plażach odbierają jako zbyt daleko idące, mogą zdziwić się również podczas podróży zagranicznych. Kilka lat temu na plażach, np. w okolicy włoskiej Wenecji, wprowadzono zakaz budowania zamków z piasku, choć zapewniano wówczas, że ma on być egzekwowany zdroworozsądkowo. Warto jednak pamiętać, że różnego rodzaju rygory – jeśli oczywiście nie ingerują one w konstytucyjne prawa i wolności obywateli, a także nie są sprzeczne z ogólnie obowiązującymi przepisami prawa – służą naszemu dobru. Trudno bowiem wyobrazić sobie np. sprawnie przeprowadzoną akcję ratunkową, jeśli medycy musieliby „przebijać” się przez morze parawanów oraz wydrążonych w piasku fos i zbudowanych z niego zamków. Dobitny na to dowód otrzymaliśmy trzy lata temu, kiedy na plaży w Stegnie zasłabł – a potem zmarł – 45-letni mężczyzna.
Według relacji ratowników to właśnie gęsto ustawione parawany utrudniły wówczas przejazd ich pojazdowi, a sami plażowicze niechętnie ustępowali miejsca, gdy ci spieszyli na ratunek. Okazało się, że nawet jeśli na plaży wydzielono „drogę ratunkową”, która w razie konieczności zadziałać ma jak „korytarz życia”, nie zawsze zostaje to uszanowane.