Są to problemy, których korporacja ze względu na skalę działania nie zauważy, ale mikroprzedsiębiorstwo odczuje je mocno. Przykłady, które można podać, to chleb powszedni każdego przedsiębiorcy. Trudności ze znalezieniem wykwalifikowanego pracownika, problemy w łańcuchu dostaw, finansowe góry i dołki, rosnące wymagania otoczenia, presja ze strony coraz bardziej wymagającego klienta. Wymienione uwarunkowania w połączeniu z niepewnością prawną, chaosem wynikającym choćby z sytuacji geopolitycznej i kolejnymi obowiązkami, w tym także sprawozdawczymi, w pewnym momencie nabierają rangi problemu, którego nie da się łatwo rozwiązać. Korporacje i duże przedsiębiorstwa są w stanie sprawnie sobie z nimi poradzić. Dla małej firmy ten sam obowiązek często oznacza konieczność wyboru między kolejną inwestycją a stworzeniem etatu w biurze do tworzenia dokumentacji. Tymczasem MŚP to kręgosłup europejskiej gospodarki. Choć debata publiczna stwarza wrażenie, jakby większy wpływ miały wielkie koncerny, to liczby mówią co innego.
Według najnowszych danych Komisji Europejskiej w 2023 r. 99,8 proc. przedsiębiorstw w gospodarce UE stanowiły firmy małe i średnie. W analizowanym roku to one zatrudniały prawie 2/3 osób pracujących. Sektor MŚP wytwarza około połowy wartości dodanej całej unijnej gospodarki, co oznacza, że unijny dobrobyt jest zawieszony na wynikach milionów mniejszych firm: rodzinnych przedsiębiorstw, producentów, usługodawców, podwykonawców i firm przemysłowych, a nie na barkach wielkich korporacji. Przytoczony stan stwarza konkretny problem regulacyjny. Jeżeli MŚP to niemal cały ekosystem przedsiębiorstw działających w Europie, to każda nowa regulacja – nawet zaprojektowana z myślą o największych podmiotach – prędzej czy później trafi na biurko mikroprzedsiębiorcy. Stanie się to bezpośrednio lub poprzez interesariuszy w łańcuchu dostaw, klientów, bank czy dużego kontrahenta. To fakt szczególnie istotny w kontekście ESG. Mała firma formalnie nie jest objęta obowiązkiem raportowania. Ale i tak dostanie od klienta ankietę dotyczącą emisji CO2, śladu węglowego produktu, odpadów, praw człowieka czy polityk środowiskowych. Regulacja tym samym „zejdzie” w dół gospodarki. Przykłady można mnożyć, choć dobry właśnie pojawił się na stole i jest nim unijne rozporządzenie dotyczące opakowań i odpadów opakowaniowych (PPWR).
Sam przepis to za mało
Nie ma żadnych wątpliwości, że kwestia opakowań jest istotna z punktu widzenia interesów planety i że od dawna domagała się regulacji. Nie ma też wątpliwości, że organy pracujące nad rozwiązaniem musiały regulować kwestie rynku na całym kontynencie, inaczej nie miałoby to sensu. Regulacje unijne przynoszą zazwyczaj konkretne zmiany: ograniczają emisje przemysłowe, rozwijają idee recyklingu, poprawiają jakość powietrza czy stopniowo eliminują najbardziej szkodliwe substancje. Bez presji regulacyjnej wiele firm prawdopodobnie nadal traktowałoby kwestie środowiskowe jako koszt, a nie element odpowiedzialności za skutki swojej działalności.
Pytamy więc nie o to, czy regulować, tylko jak to zrobić, żeby było dobrze. Bruksela ma słabość do poglądu, że jeżeli czegoś nie da się zmierzyć, opisać i zaraportować, to temat nie istnieje. Przedsiębiorca z kolei widzi problem w momencie, gdy wprowadzone przepisy zamieniają mierzenie i raportowanie w cel sam w sobie, nie czyniąc z nich narzędzia pomocnego przy skalowaniu jego konkretnego biznesu. Taka sytuacja zmusza przedsiębiorców do inwestowania większej ilości czasu i zasobów w udowadnianie, że działają odpowiedzialnie, niż w działalność operacyjną i wypracowywanie wyniku.
Wracając do naszego przykładu – proponowany sposób dostosowania firmy do wymogów PPWR jest skomplikowany i wieloetapowy. By dobrze wywiązać się z wszystkich obowiązków, firma musi zaangażować w działania działy logistyki, zakupów i ochrony środowiska. Problem polega na tym, że w firmach z sektora MSP wymienione działy to często jedna lub dwie osoby, które obsługują wszystkie wymienione procesy, a nawet jeszcze więcej. By dopełnić obowiązku, małe przedsiębiorstwo zmuszone będzie zatrudnić dodatkową osobę lub powierzyć to zadanie komuś, kogo już zatrudnia, ze szkodą dla codziennych zajęć tej osoby. Można też powierzyć zajęcie się obszarem stronie trzeciej. Ale wtedy nie buduje to u przedsiębiorcy świadomości, a jedynie frustrację, że znowu ponosi niepotrzebne koszty.
Dobrze zaprojektowana regulacja powinna być dostosowana do skali, w jakiej działają przedsiębiorstwa i do ich możliwości. Gdy tak jest, firma realnie zmniejsza zużycie energii, ogranicza odpady zamykając ich obieg czy poprawia warunki pracy personelu, na końcu raportując swoje działania. Podmiot powinien móc obsłużyć wszystkie wspomniane procesy, nie ponosząc przy tym szkód. Akt prawny źle zaprojektowany w najlepszym wypadku spowoduje, że przedsiębiorca zatrudni kolejną osobę do wypełniania Excela i wyprodukuje kolejne segregatory, do których potem nie zajrzy. W najgorszym – doprowadzi do decyzyjnego i organizacyjnego paraliżu. Firma nie wywiąże się z nowego obowiązku lub wywiąże się źle. To z kolei może doprowadzić nawet do jej zamknięcia, a organy unijne ostatecznie i tak dostaną dane niskiej jakości.
Zdaniem autorki
Instytucje UE powinny dokonać ponownego skalowania celów środowiskowych i metod, jakie proponują małym firmom w ich wdrażaniu. Dane z najnowszego raportu Komisji Europejskiej na temat europejskiego sektora MŚP wskazują, że w UE działa obecnie około 34 mln firm z sektora, a w 2025 r. ich realna wartość dodana wzrosła o 2,5 proc. Tak więc MŚP to nie margines europejskiej gospodarki, a jej główna oś. Dlatego pytanie o jakość unijnych regulacji jest pytaniem o konkurencyjność Europy. Jeśli regulacja pomaga 34 milionom firm inwestować, przeprowadzać innowacje i rosnąć, to realnie zmienia ona rzeczywistość i to nie tylko biznesową. Jeśli natomiast zmusza te same firmy głównie do generowania kolejnych dokumentów, rzeczywistość również się zmienia. Tyle że niekoniecznie w kierunku, którego oczekujemy.