W pierwszych dwóch odcinkach serii przekonywaliśmy, czemu warto zainteresować się indyjskim rynkiem gamingowym i czemu warto starać się wejść na niego teraz. W ciągu ostatniego pięciolecia spośród ponadmiliardowej populacji - wedle różnych szacunków - od 560 mln do 743 mln Hindusów uzyskało stały dostęp do sieci. Liczba indyjskich internautów powinna w 2025 r. wynieść ponad 900 mln użytkowników. Większość mieszkańców kraju nie skończyła jeszcze 25 roku życia, więc firmy cyfrowe mogą wyrobić w licznej populacji nowe nawyki.
Jak wszędzie na świecie, trend do cyfryzacji wielu aspektów działalności przyspieszyła jeszcze obecna pandemia. Nie ominęło to cyfrowej rozrywki. Ponad 365 mln młodych i nieco starszych Indusów tworzyło jedną z największych na świecie społeczności graczy, korzystających głównie ze sprzętu mobilnego i ceniących sobie rozgrywki wieloosobowe.
Korzystają z tego producenci i developerzy gier w Indiach. Wielu z nich tworzy produkty na zamówienie, inni coraz śmielej publikują własne tytuły. W drugiej części naszego minicyklu przedstawiliśmy największych indyjskich developerów i producentów oraz ich najpopularniejsze produkty. Choć wielu może poszczycić się dziesiątkami - lub nawet setkami - milionów pobrań swoich programów, aktywnych użytkowników jest oczywiście znacznie mniej. Trudno też obecnie zmonetyzować popularność tytułów, gdyż gracze niechętnie płacą za aplikacje czy dokupują funkcjonalności już w trakcie rozgrywki. Tak jak w innych częściach indyjskiego rynku cyfrowego, inwestorzy wkładają więc pieniądze z myślą o – nie wiadomo, jak dalekiej - przyszłości.
Czytaj więcej:
Ta ostatnia zależeć będzie nie tylko od sił rynkowych, ale także od wzrastającej od kilku lat ingerencji rządu w dotychczas względnie wolny rynek cyfrowy. New Delhi podąża tu do pewnego stopnia za światowymi trendami, ale zdając sobie sprawę z atrakcyjności swojej cyberprzestrzeni coraz śmielej narzuca światowym gigantom reguły gry.