Specjalizacja oraz rozwój technologii sprawiają, że jedynie ciągłe dokształcanie zapewni etatowcowi silną pozycję w firmie. Także pracodawcom zależy na wykwalifikowanej kadrze, która zbuduje wartość przedsiębiorstwa. Szef, który stworzy warunki sprzyjające podnoszeniu umiejętności personelu, może liczyć na uzyskanie przewagi konkurencyjnej.
Osiągnąć to można dzięki zawarciu przewidzianej w prawie pracy tzw. umowy szkoleniowej. Ma ona jednak zarówno zalety, jak i wady - i to dla obu stron.
Kodeks pracy przewiduje wiele udogodnień dla pracowników, którzy dokształcają się za zgodą lub z inicjatywy przełożonych. Szef nie ma przy tym skonkretyzowanego obowiązku stworzenia warunków służących uzyskaniu określonych kwalifikacji (wyrok Sądu Najwyższego z 25 maja 2000 r., I PKN 657/99). Pracodawca może być zainteresowany zdobyciem przez etatowca dodatkowych umiejętności, ale z drugiej strony obawiać się, że ten odejdzie po osiągnięciu kolejnego szczebla edukacji. Właśnie w takich sytuacjach sprawdzi się umowa szkoleniowa. Podpisany kontrakt zobowiąże pracownika do pozostania w firmie po zakończeniu zdobywania dodatkowych umiejętności.
Plusy i minusy
Zgadzając się na edukację pracownika, szef przyjmuje na siebie wiele obowiązków. Musi udzielić urlopu szkoleniowego w wymiarze przewidzianym w art. 1032 k.p. oraz zwolnić podwładnego z części dnia pracy koniecznej do uczestniczenia w kursie. Szef wypłaci też normalne wynagrodzenie za wynikającą z tego nieobecność. Wszystko to należy się zatrudnionemu niezależnie od tego, czy zawarta jest specjalna umowa szkoleniowa.
Kontrakt o podnoszenie kwalifikacji musi być dla pracownika przynajmniej tak korzystny, jak stanowią przepisy prawa pracy. Oznacza to, że konieczna jest zgodność zarówno z kodeksem pracy, jak i z aktami wewnątrzzakładowymi (np. regulaminem pracy czy wynagradzania).