O tym, że warto oderwać urzędników od przerzucania papierów i skierować ich do kontroli, świadczy sytuacja dotycząca nieprawidłowości w obrocie olejem opałowym.
Od 2011 r. znacznie nasiliły się kontrole użycia tego paliwa: czy jest spalane do ogrzewania pomieszczeń (a więc bez akcyzy) czy też do napędu pojazdów (za takie przeznaczenie trzeba zapłacić podatek). W tym czasie oficjalnie deklarowany wolumen krajowej sprzedaży oleju opałowego spadł z 2,17 mln m sześc. w 2010 r. do 1,83 mln m sześc. w 2012 r.
Trudno się spodziewać, by był to po prostu rezultat zmniejszonego zapotrzebowania na olej do ogrzewania pomieszczeń, skoro coraz więcej domów odchodzi od ogrzewania węglowego. Sama Służba Celna stwierdziła: po prostu mniej firm oszukańczo deklaruje, że to, co sprzedają, to olej opałowy.
– Skoro efekty nasilonych kontroli na rynku oleju opałowego przyniosły natychmiastowy skutek, to należałoby się zastanowić, czy nie warto pójść za ciosem i przesunąć większą liczbę celników do pionów kontroli – zwraca uwagę Wojciech Krok, doradca podatkowy z kancelarii Parulski i Wspólnicy.
Jego zdaniem byłoby to możliwe, gdyby część funkcjonariuszy celnych uwolnić od zaangażowania w biurokrację dotyczącą uczciwych firm produkujących i sprzedających wyroby akcyzowe.