Z istoty ryczałtu wynika, że w sposób przybliżony określa wartość wynagrodzenia i dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych. Szef wskazuje więc pewną przewidywaną liczbę godzin i na tej podstawie wyznacza ryczałt. Jego konkretny poziom może wynikać z firmowych przepisów płacowych (np. regulaminu wynagradzania) lub umowy o pracę.
Jeżeli wysokość ustalonego ryczałtu znacząco odbiega na niekorzyść pracownika od poziomu wynagrodzenia i dodatku przysługujących stosownie do liczby rzeczywiście przepracowanych nadgodzin, może on żądać ich uzupełnienia.
W odpowiedniej stawce
Gdy szef może spełniać świadczenie pieniężne w formie ryczałtu, choćby w przybliżeniu powinien on odpowiadać świadczeniu, które przysługiwałoby pracownikowi na ogólnych zasadach (wyrok SN z 1 grudnia 1998 r., I PKN 464/98). Podobnie wypowiadał się SN w wyroku z 12 września 2008 r. (I BP 4/08). Podkreślił, że ustalenie wynagrodzenia ryczałtowego nie pozbawia pracownika roszczeń o wynagrodzenie za pracę w godzinach nadliczbowych nieobjętych ryczałtem. Jeśli więc firma nie zechce wypłacić etatowcowi różnicy między poziomem ryczałtu a wynagrodzeniem za nadgodziny, które wynikałoby z faktycznej liczby tych godzin, może on dochodzić zapłaty przed sądem.
W praktyce ścisłe udowodnienie przez zatrudnionego żądanej dopłaty do ryczałtu bywa trudne. Dlatego sąd może zasądzić odpowiednią sumę według własnej oceny, opartej na rozważeniu wszystkich okoliczności sprawy (art. 322 k.p.c.). Pracownikowi przyzna przybliżone wynagrodzenie za nadgodziny, opierając się na wszelkich dowodach zebranych podczas procesu.
Natomiast faktyczne przepracowanie przez podwładnego mniejszej liczby nadgodzin niż zaplanowana i objęta ryczałtem nie uzasadnia obniżenia tej kwoty.
Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Kielcach