Pomorscy pracownicy dyżurujący w dniu wyborów – 10 maja – domagają się od pracodawcy wolnego. Twierdzą, że wyznaczając im pracę w dniu wyborów, ogranicza ich konstytucyjne prawo do głosu. Zaznaczają, że chociaż komisje wyborcze będą otwarte od godz. 7 do godz. 21, nie dadzą rady wrócić z pracy do miejsca zamieszkania, żeby zdążyć na wybory.
Tysiące osób bez prawa głosu
Okazuje się, że praca w tym dniu może skutecznie uniemożliwić głosowanie. Problem dotyczy tysięcy pracowników, a także funkcjonariuszy publicznych.
– Pracodawca przy ustalaniu harmonogramów pracy ma dużą swobodę i może wyznaczyć dyżur w dniu wyborów – tłumaczy prof. Marcin Zieleniecki, ekspert NSZZ „Solidarność". – Powinien jednak uwzględnić prośby pracowników i umożliwić im udział w wyborach. Może to polegać na zwolnieniu z obowiązku świadczenia pracy na czas potrzebny na oddanie głosu, ale z potrąceniem wynagrodzenia, albo potraktować to jak wniosek o przerwę w pracy w celach prywatnych, którą trzeba będzie odpracować w innym terminie – dodaje profesor.
Pracodawca może też tak zorganizować pracę, aby jego podwładni mogli zagłosować bez dodatkowych formalności. Wszystko jednak zależy od jego dobrej woli. Trzeba także pamiętać, że wyjście na wybory nie może dezorganizować pracy przedsiębiorstwa, nie zawsze więc będzie to możliwe.
Prawo niewiele pomaga pracownikom
Zgodnie z obowiązującymi przepisami pracownicy dyżurujący 10 maja powinni dowiedzieć się o tym fakcie najpóźniej w piątek 24 kwietnia. Mogli więc wystąpić z wnioskiem do wójta, burmistrza czy prezydenta miasta o możliwość głosowania korespondencyjnego. Termin na jego złożenie minął jednak w poniedziałek 27 kwietnia. Niepełnosprawni pracownicy w stopniu znacznym lub umiarkowanym mieli czas do 4 maja na złożenie takiego wniosku.