Okres wypowiedzenia umowy długoletniemu pracownikowi zatrudnionemu na czas nieokreślony wynosi trzy miesiące. Zdarza się, że strony wydłużają go w kontrakcie nawet do roku (jest to dopuszczalne tylko w przypadku zwolnienia dokonanego przez pracodawcę). W tym czasie podwładny ma zarówno obowiązek, jak i prawo świadczyć pracę. Jednak często emocje towarzyszące rozstaniu z firmą są tak silne, że dla obu stron korzystniejsze jest, aby pracownik nie pojawiał się już w zakładzie. Oczywiście podczas okresu wypowiedzenia pracodawca ma prawo skierować go na urlop (art. 167
1
k.p.), ale zwykle nie wystarcza on na cały okres wypowiedzenia. Można się wówczas rozstać natychmiastowo za porozumieniem stron albo skrócić okres wypowiedzenia za porozumieniem. Nie zawsze jednak podwładni godzą się na taką opcję. Wówczas pracodawcy sięgają po zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy.
Porozumienie stron
Częstym błędem jest wręczenie podwładnemu pisma o zwolnieniu go z obowiązku świadczenia pracy czy wpisanie takiego zdania do pisma wypowiadającego kontrakt. Wykonywanie pracy jest bowiem prawem pracownika, którego nie może go pozbawić jednostronna decyzja pracodawcy (por. wyrok SN z 28 października 1998 r., I PKN 361/98). Takie zwolnienie musi więc mieć miejsce za zgodą etatowca. Jednak czasami błąd może się opłacić.
Wyjątkowo jednostronnie
Zwolnienie pracownika z obowiązku wykonywania pracy z zachowaniem prawa do wynagrodzenia jest dopuszczalne bez jego zgody wyjątkowo, gdy wymaga tego uzasadniony i istotny interes pracodawcy, a celem tego kroku nie jest szykanowanie podwładnego (wyrok SN z 24 września 2003 r., I PK 324/02). Są to przypadki ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych. W takim przypadku na czas przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego oraz wtedy, gdy zrezygnowano ze zwolnienia dyscyplinarnego na rzecz wypowiedzenia kontraktu, można zwolnić pracownika z obowiązku świadczenia pracy, ale z zachowaniem prawa do wynagrodzenia.