Z informacji, którą JSW zamieściła na swojej stronie internetowej, wynika, że 12 lutego Sąd Okręgowy w Gliwicach II Wydział Cywilny Wydziału Zamiejscowego w Rybniku wydał postanowienie o udzieleniu zabezpieczenia. Oznacza to, że decyzją sądu zakazane jest podejmowanie przez członków Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjnego JSW SA działań i zaniechań, które wyrządzają spółce szkodę. Jest to równoznaczne z zakazaniem pracownikom strajku.
Jedna doba przerwy w wydobyciu przynosi spółce stratę rzędu 27 mln zł. Ponieważ strajk trwał przeszło dwa tygodnie, firma poniosła co najmniej 350 mln zł straty. – Nie wiemy jeszcze dokładnie, co jest w tym postanowieniu, bo żadne pismo do nas nie dotarło. Doręczyciel przynosi nam korespondencje w piątki i we wtorki. Mamy nadzieję, że jutro pismo do nas wpłynie – mówiła wczoraj Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka spółki.
To już drugi raz, kiedy JSW, nie mogąc poradzić sobie ze strajkującymi, zwróciła się do sądu o pomoc. Pierwszy raz w 2011 r., gdy spółka wchodziła na giełdę. Strajk oznaczał wtedy, że kurs akcji będzie zbyt niski, a firma straci pieniądze.
– Przedsiębiorca w starciu ze związkami zawodowymi ma w zasadzie tylko jedno wyjście. Jeśli nie chce wojny, musi się dogadać ze strajkującymi. Przedłużająca się akcja protestacyjna często doprowadza firmę do bankructwa – mówi Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka Konfederacji Lewiatan.
Podobnego zdania jest Monika Gładoch, ekspertka Pracodawców RP.