Pośpiech niewskazany
Pracownik korzystający z długiego zwolnienia lekarskiego wystąpił o przyznanie świadczenia rehabilitacyjnego w 170. dniu choroby, czyli 30 dni po terminie. Opóźniło to wydanie decyzji ZUS o przyznaniu świadczenia rehabilitacyjnego. Dlatego w 182. dniu choroby pracownik nie wiedział jeszcze, czy je uzyska. Zawiadomił szefa, że czeka na przyznanie świadczenia rehabilitacyjnego, gdyż nadal jest niezdolny do pracy. Pracodawca powinien przyjąć tę informację, uznając nieobecność pracownika w pracy za usprawiedliwioną. Musi bowiem pamiętać, że niezależnie od daty wydania decyzji przez ZUS, ewentualne świadczenie zostanie przyznane podwładnemu od 183. dnia niezdolności do pracy, aby pozostawało w ciągłości z zasiłkiem chorobowym. Niekiedy więc decyzja w tej sprawie będzie miała skutek wsteczny.
Wyjątki od tej zasady mogą wystąpić, gdy pracownik nie dopełnia obowiązków, np. co do usprawiedliwienia swojej nieobecności w pracy. Zwłaszcza gdy dotyczy to osoby zajmującej wysoki szczebel w hierarchii zakładu, a opóźnienie w wytłumaczeniu nieobecności jest poważne. W takich wypadkach pracodawca może wyciągnąć konsekwencje służbowe, ze zwolnieniem dyscyplinarnym włącznie (por. wyrok SN z 20 grudnia 2013 r., II PK 81/13).
Kierownik ma trudniej
Wiceprezes był zatrudniony w firmie od ponad 20 lat, przechodząc w tym czasie całą ścieżkę awansu zawodowego. Rozchorował się i korzystał ze zwolnień lekarskich do wyczerpania okresu zasiłkowego. Następnie przez kilka dni nie informował pracodawcy o przyczynie dalszej absencji, czekając na termin badania lekarza orzecznika ZUS. Dopiero po 10. dniach nieobecności powiadomił przełożonego, że czeka na termin komisyjnego badania w ZUS, nie przedstawiając jednak dowodów usprawiedliwiających wcześniejszą absencję. W tych okolicznościach działanie wiceprezesa, który uczestniczył w tworzeniu regulaminu pracy, określającego zasady usprawiedliwiania nieobecności w pracy, można uznać za rażące niedbalstwo. Niedostatecznie bowiem wytłumaczył powody opóźnienia nieobecności. To oraz fakt dalszego nieusprawiedliwiania absencji narusza dyscyplinę pracy i daje pozostałym zły przykład. Uprawnia to pracodawcę do rozwiązania umowy bez wypowiedzenia z winy pracownika.
Tsunami i wulkan przeszkodzą w powrocie
Podobnie należy kwalifikować przypadki, gdy pracownik bez swojej winy nie może stawić się w zakładzie zgodnie z obowiązującym go rozkładem. Także tu bezpiecznie można stosować kryterium zobiektywizowania wskazanej przez pracownika przeszkody uniemożliwiającej mu dotarcie do firmy. Jeśli jest ona istotna, losowa i nie zależy od woli pracownika, zasługuje na uwzględnienie. W przeciwnym razie szef odmawia jej uznania i nie usprawiedliwia absencji.
Odwołane loty
Pracownik wyjechał na dwutygodniowy urlop do Ameryki Południowej. W przeddzień powrotu wybuchł tam wulkan i wszystkie loty zostały odwołane. Ponieważ obiektywnie pracownik nie miał możliwości powrotu do kraju, pracodawca powinien usprawiedliwić jego nieobecność do czasu, gdy pojawi się pierwsza szansa na przyjazd. Ewentualna dalsza nieobecność w pracy może być kwalifikowana jako nieusprawiedliwiona. Uzasadnia to wyciągnięcie wobec podwładnego konsekwencji porządkowych lub zwolnienie go z posady.
Paraliż komunikacji
Wskutek intensywnych opadów śniegu miejscowość, w której mieszka pracownik, została odcięta od świata. Pługi śnieżne, które miały udrożnić jedyną prowadzącą do niej drogę, utknęły w zaspach, a służby drogowe postanowiły wstrzymać się z dalszymi próbami przywrócenia ruchu do poprawy pogody. W takich okolicznościach niemożność stawienia się etatowca w pracy jest niezależna od niego i obiektywna. Szef powinien ją usprawiedliwić do czasu opanowania sytuacji przez drogowców.