Jesień nie sprzyja naszemu zdrowiu. Częściej niedomagamy, częściej odwiedzamy lekarzy. Jednym z powszechnie znanych tego efektów jest zwiększona absencja chorobowa i wynikające stąd komplikacje dla pracodawców. Późną jesienią to o tyle niekorzystne, że np. w handlu, usługach czy transporcie przypada wtedy okres bardzo wysokiego zapotrzebowania na pracę. Perturbacje szefów wzrastają.
Jak sobie radzić
Sąd Najwyższy niejednokrotnie wskazywał, że z absencjami podwładnych, w szczególności spowodowanymi chorobą, pracodawca po prostu powinien się liczyć i tak planować zatrudnienie, aby realizować zadania nawet w najtrudniejszych okresach. Przedsiębiorcy nie zawsze godzą się z taką opinią, głównie dlatego, że problem nadużywania zwolnień lekarskich od lat przybiera u nas monstrualne rozmiary. Argumentują też, że nie będą przecież zatrudniać ludzi „na wszelki wypadek", bo co jak co, ale płacenie za przychodzenie do pracy mija się z logiką i było charakterystyczne dla minionego ustroju.
Dlatego najczęściej reakcją pracodawców na zwiększoną absencję załogi jest organizowanie zastępstw. Możliwości jest bardzo dużo, a zazwyczaj polegają one na:
powierzeniu zadań osoby nieobecnej pracownikom będącym w pracy na podstawie art. 42 § 4 k.p. (formalną zaletą tego rozwiązania jest brak konieczności zmiany warunków angażu),
Outsourcing i kasa
Wspólną cechą większości tych rozwiązań jest doraźność i nadzieja na to, że absencja będzie przejściowa, a po niej nastąpi okres normalności (z punktu widzenia pracodawcy). Prawdziwe problemy zaczynają się jednak tam, gdzie wymiar nieprzewidywalnych nieobecności zaczyna dezorganizować funkcjonowanie firmy i zagrażać jej podstawowym interesom. Wtedy pracodawcy uciekają się do sposobów, które skuteczniej chronią ich interesy. Czasami są to rozwiązania systemowe, np. outsourcing (wtedy problem absencji staje się problemem firmy zewnętrznej), zmiany w programach motywacyjnych premiujące m.in. niezawodność pracownika.