- Pracodawca rozwiązał z podwładnym umowę o pracę na czas nieokreślony. Stało się to z końcem miesiąca, po upływie okresu wypowiedzenia. Pracownik odwołał się do sądu, żądając przywrócenia na etat na tych samych warunkach. Uważa, że angaż rozwiązano z nim bez podania jakiejkolwiek przyczyny. Szef obawia się powrotu tej osoby do firmy. Czy może się bronić?
– pyta czytelnik.
Zazwyczaj pracownik niezadowolony z utraty pracy lub skrzywdzony decyzją pracodawcy odwołuje się do sądu pracy. Gdy rozwiązanie angażu nastąpiło z naruszeniem przepisów dotyczących wypowiadania umów o pracę lub wypowiedzenie było nieuzasadnione, podwładny może żądać przed sądem albo odszkodowania, albo przywrócenia do pracy. Tak wynika z art. 45 k.p. To sąd ocenia, czy rzeczywiście doszło do naruszenia prawa przy rozwiązaniu angażu lub czy zwolnieniu pracownika towarzyszyły nieuzasadnione, nieuprawnione okoliczności.
Na co liczyć
Ale to podwładny określa, jakiej rekompensaty oczekuje od firmy. Wskazuje, czy woli wrócić do pracy, czy dostać pieniądze. Sąd orzeka stosownie do żądań zwolnionego o odszkodowaniu lub przywróceniu do pracy, jeżeli umowa już się rozwiązała, lub o bezskuteczności wypowiedzenia, jeżeli angaż jeszcze trwa, bo nie upłynął okres wypowiedzenia.
Odszkodowanie może sięgać wynagrodzenia za okres od 2 tygodni do 3 miesięcy, ale nie może być niższe niż to za czas wymówienia. Gdy pracownik miał 10-letni staż i 3-miesięczne wypowiedzenie, przysługuje mu odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za 3 miesiące. Gdy ma roczny staż, wtedy sąd określa należne odszkodowanie. Nie może to być jednak mniej niż to, co należy się za miesięczne wypowiedzenie, a górna granica to wynagrodzenie razy 3.