Takiemu pracownikowi nie można zarzucić winy w naruszeniu podstawowego obowiązku służbowego. A ta przesłanka jest niezbędna do zastosowania natychmiastowego trybu rozwiązania stosunku pracy.
To główny morał płynący z wyroku Sądu Najwyższego z 12 stycznia 2012 r. (I PK 74/11).
Za więzienne mury
Sprawa dotyczyła pracownika zatrudnionego od 5 lutego 2008 r. w jednej z kopalń holdingu węglowego jako ślusarz. Pracował pod ziemią w pełnym wymiarze czasu pracy. W 2006 r. został skazany na półtora roku więzienia za próbę wyłudzenia mienia połączoną z użyciem przemocy. Na jego wnioski wykonywanie kary było odraczane. Kiedy jednak szedł do pracy 30 października 2009 r., został zatrzymany i doprowadzony do zakładu karnego w celu ostatecznego odbycia kary pozbawienia wolności.
Na okres od 2 do 6 listopada 2009 r. dostał urlop na życzenie. Potem jego obrońca powiadomił pracodawcę o przyczynie nieobecności, składając wniosek o urlop bezpłatny. Wkrótce podanie o urlop bezpłatny złożył sam zatrudniony. Mimo to szef odmówił udzielenia mu tego urlopu i powiadomił o tym, że zwalnia go dyscyplinarnie z 24 listopada 2009 r. na podstawie art. 52 § 1 pkt 1 kodeksu pracy.
Jako powód nagłego, karnego zerwania współpracy podał ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych polegające na nieusprawiedliwionej nieobecności w pracy od 6 do 13 listopada 2009 r. Zwolniony wystąpił do sądu o przywrócenie do pracy na poprzednich warunkach.