W najgorszym razie będzie musiał zaprzestać świadczenia usług pod swoim znakiem zarejestrowanym na rzecz innego podmiotu. Wiązać się to może z dużymi kosztami dotyczącymi rebrandingu, opracowaniem nowego znaku czy poinformowaniem klientów.
Ryzyko to wynika z tego, że system ochrony znaków towarowych opiera się na zasadzie pierwszeństwa zgłoszenia znaku. W określonych przypadkach firma, która wcześniej lokalnie używała znaku zarejestrowanego później przez podmiot trzeci, będzie mogła nadal świadczyć usługi pod tym znakiem, nie będzie jednak mogła rozwijać swojej działalności. Są to tzw. prawa używającego uprzedniego.
Czy może okazać się, że nieuczciwy pracownik lub agent przedsiębiorcy sam we własnym imieniu zarejestruje znak pryncypała, który jeszcze tego nie zrobił, tylko po to, by zaproponować mu jego odsprzedaż?
Takie sytuacje nie należą do rzadkości. Motywem może być nie tylko chęć zysków z odsprzedaży znaku, ale również chęć przejęcia biznesu i klientów na swoją rzecz.
Dodatkowo znak może zostać zarejestrowany przez podmiot trzeci, który z tego typu działalności czerpie stałe zyski. Zjawisko rejestracji znaków w celu ich odsprzedaży (tzw. trademark squatting) od dawna jest problemem dla firm prowadzących działalność w Rosji i Chinach.
Firmy zajmujące się tym procederem monitorują rynek, śledzą komunikaty prasowe firm i w przypadku uzyskania informacji np. o tym, że firma chce wkroczyć na nowy rynek, zgłaszają w danym państwie jej znak na swoją rzecz. Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że ochrona znaków towarowych jest terytorialna.