Związki zawodowe nadal nie wahają się używać urlopów na żądanie w walce o interesy pracowników.
Kilka dni temu te działające w energetycznym koncernie Enea wezwali pracowników, by w ramach tzw. obywatelskiego nieposłuszeństwa po ewentualnej sprzedaży firmy wyrazili swój sprzeciw dwudniową absencją w pracy. Tymczasem [b]w Sejmie w komisji „Przyjazne państwo” trwają prace nad zmianą w kodeksie pracy przepisów o urlopach na żądanie, tak by nie mogły być wykorzystywane wbrew interesom pracodawcy.[/b]
Na wczorajszym posiedzeniu komisji Pracodawcy RP zmodyfikowali swoje zamysły.
Zaproponowali, by pracownik musiał zawiadamiać pracodawcę o zamiarze skorzystania z urlopu na żądanie przed rozpoczęciem pracy. Poprzednio zgłaszali postulat, by musiał powiadamiać firmę w przeddzień planowanej nieobecności.
Takie rozwiązanie skrytykowała Eugenia Gienicznko, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Pracy. Jej zdaniem w większości firm kadry i administracja zaczynają pracę jednocześnie z tzw. produkcją. Powstaje więc problem, w jaki sposób pracownik przed rozpoczęciem pracy miałby powiadamiać o skorzystaniu z urlopu na żądanie i uzyskiwać ewentualną zgodę na nieobecność w tym dniu.