Od wejścia Polski do Unii Europejskiej obserwuje się dynamiczny rozwój rynku lotniczego. Nie tylko pojawiają się nowi przewoźnicy, ale także rośnie liczba pasażerów. Właśnie ożywiony ruch pasażerski wymusił inwestycje w porcie stołecznym, a przede wszystkim w portach regionalnych. To one zaczęły szczególnie intensywnie przyjmować pasażerów, zgodnie z europejską tendencją rozpraszania ruchu lotniczego i kierowania go na mniejsze lotniska, co służy zrównoważonemu rozwojowi regionalnemu. Obecnie porty regionalne obsługują wielokrotność liczby pasażerów z 2004 roku, a już drugi rok z rzędu mają razem więcej klientów niż Okęcie.
[srodtytul]Port, czyli przejście graniczne[/srodtytul]
Do tej pory wspólny wysiłek rządu, władz regionalnych i instytucji związanych z awiacją służył rozwojowi portów lotniczych. Jasny podział zadań i kompetencji, zdywersyfikowane systemy finansowania inwestycji pozwalały na tworzenie strategii i równomierne rozwijanie lotnisk regionalnych.
Niestety, dzisiaj trzeba zadać pytanie, czy te plany w założonym tempie i kształcie będą możliwe do zrealizowania. A wszystko przez trwające prace nad nowelizacjami ustaw, które mają określić podział obowiązków (a co za tym idzie i ciężar finansowania) związanych z ochroną granicy oraz kontrolą bezpieczeństwa.
Można by zadać pytanie: o jakiej granicy mowa? Otóż według prawa port lotniczy obsługujący ruch międzynarodowy jest zarazem przejściem granicznym, gdzie podróżny może być poddany kontroli granicznej, oczywiście przy uwzględnieniu postanowień tzw. kodeksu granicznego Schengen różnicującego sytuację podróżnych z państw członkowskich Unii od sytuacji obywateli państw spoza Unii. Z tego właśnie względu jest tam obecna Straż Graniczna, która ten przepływ pasażerów kontroluje.