[srodtytul]Za mundurem turyści sznurem[/srodtytul]
Większość znawców ocenia jednak przyszłość branży optymistycznie. – Sklepy z militariami mają stałych, wiernych klientów, którzy przez całe życie noszą się po wojskowemu. Dlatego mogą się mieścić w bocznych uliczkach czy w suterenach. Ludzie zawsze je znajdą. Majątku na mundurach i wyposażeniu wojskowym się nie zrobi, ale to dosyć spokojny i na ogół pewny biznes – uważa Dariusz Madrak. – Jeśli nie sprzedam latem partii T-shirtów, to wiem, że pójdą przed następnymi wakacjami. W normalnym sklepie odzieżowym zeszłoroczny towar to czysta strata.
W czasach PRL amerykańska kurtka wojskowa była niemal służbowym strojem polskich reżyserów filmowych. Potem M-65, BDU i MA-1 bardzo się upowszechniły. Do sklepów z militariami ruszyli punkowie i skini, a w ślad za nimi rzesze młodzieży. Bojówki stały się obowiązkowym strojem każdego szanującego się nastolatka.
Dziś ta moda nie jest już tak popularna, co odczuwają zwłaszcza sklepy w mniejszych miastach.[b] Pojawili się natomiast nowi klienci: turyści, myśliwi, wędkarze, harcerze, zwolennicy sportów motorowych off-road, a ostatnio firmy organizujące survival i imprezy integracyjne w terenie. [/b]Stawia to w uprzywilejowanej sytuacji sklepy w wielkich miastach i w regionach atrakcyjnych turystycznie, np. na Mazurach, w okolicach górskich. Latem stoiska z militariami można znaleźć w nadmorskich kąpieliskach. Lepiej niż innym wiedzie się też kupcom przy zachodniej granicy dzięki przyjezdnym z Niemiec.
Zwolenników wypoczynku pod gołym niebem do sklepów militarnych przyciągają przede wszystkim wysokie walory użytkowe mundurów polowych, „taktycznych” butów i wojskowego wyposażenia. Przy ich projektowaniu wykorzystywane są najnowsze technologie i materiały. Goretex po raz pierwszy zastosowano właśnie w amerykańskich kurtkach dla żołnierzy. A odzież wojskową można kupić nieraz o połowę taniej niż strój turystyczny o porównywalnej jakości.
[srodtytul]Wysokie marże[/srodtytul]
Amerykańskie kurtki kupują też dosyć często mężczyźni po pięćdziesiątce, którzy niegdyś na wymarzoną M-65 za 100 dolarów nie mieli pieniędzy (niestety, amerykańskie mundury od dawna już nie są zielone, lecz wyłącznie z kolorowym kamuflażem). Inna kategoria klientów to ochroniarze, funkcjonariusze służb mundurowych, a nawet żołnierze, którzy mogą dziś, za pieniądze przyznane na umundurowanie, kupować na własną rękę niektóre jego elementy. Specjalizująca się w replikach wrocławska firma Helikon konkuruje np. z oficjalnymi dostawcami wojskowymi.
W sklepach z militariami nigdy nie było kolejek. Mogą one istnieć jedynie dzięki wysokim, sięgającym 100 proc., marżom. Na przykład za spodnie – polską kopię amerykańskiego oryginału – kosztujące u producenta ok. 50 zł klient w sklepie detalicznym płaci 90 – 120 zł. Jeszcze wyższe przebicie można mieć na kupowanym często za bezcen demobilu. Wysokość marż ogranicza jednak powszechny dziś handel internetowy. Ale z drugiej strony, Internet jest szansą na znaczne podniesienie obrotów. Dlatego większość dużych sklepów z militariami prowadzi dziś także handel w sieci.
[ramka][b]Dziesięć bojówek dziennie[/b]
- Militaria oferowane cywilom to głównie repliki mundurów amerykańskich pochodzące z wytwórni krajowych i zagranicznych, a także demobil europejski kupowany w wyspecjalizowanych hurtowniach, niekiedy bezpośrednio za granicą.
- Najczęściej sprzedawane są repliki współczesnych spodni armii Stanów Zjednoczonych (BDU i ACU) za 100 – 120 zł. Nieco droższe, do 180 zł, są kopie kultowych spodni M-65. Repliki kurtek M-65 kosztują od 220 do ok. 400 zł. Za autentyczną, czyli „kontraktową”, kurtkę M-65 (używaną) płaci się 250 zł. Replika kurtki Polar Parka z kapturem to wydatek 200 zł. Oryginalna „kontraktowa”, prawie niedostępna w zwykłym handlu, nowa kurtka ACU kosztuje ok. 800 zł.
Za tyle samo można kupić autentyczną letnią kurtkę mundurową polskiego żołnierza piechoty z 1939 r.
- Sklepy nastawiające się na mundury i broń historyczną oferują też np. repliki kurtek austrowęgierskich po 150 zł czy niemieckich granatów trzonkowych po 40 – 50 zł.
Oryginalne nożyce do cięcia drutów kolczastych z czasów I wojny światowej kosztują 150 zł.
- Sklepy z mundurami i wyposażeniem wojskowym mają niezbyt wielu klientów, ale za to wysokie marże sięgające 100 proc. Cena repliki spodni od krajowego dostawcy wynosi w hurcie ok. 50 zł, a klient płaci 90 – 120 zł. Jeszcze lepiej zarabia się na demobilu z Bundeswehry. Cena hurtowa niemieckich spodni to ok. 3 dolary, a w sklepie kosztują one co najmniej ok. 20 zł. Jeśli takie spodnie kupuje się bezpośrednio na wyprzedaży w magazynie wojskowym (hurtowo), to koszt pary nie przekroczy dolara.
- Firma handlująca militariami może się mieścić w małym lokalu (wystarczy ok. 30 mkw.). Wejście może być nawet od podwórka, ale sklep nie powinien być zbyt oddalony od centrum miasta. Żeby mieć dostateczną liczbę klientów, sklep musi być zlokalizowany w mieście z ponad 50 tys. mieszkańców (zakładamy, że będzie to jedyny sklep z tej branży).
- Oprócz właściciela wystarczy zwykle jeden pracownik.
Musi to być znawca militariów. Jego wynagrodzenie wynosi 3 – 4 tys. zł.
- Aby zarabiać nieco więcej niż średnia krajowa, właściciel sklepu powinien mieć 20 – 25 tys. zł przychodu miesięcznie. Musi więc codziennie sprzedać od dziesięciu do 12 par spodni lub trzy – cztery pary butów „taktycznych” albo 20 – 30 takich przedmiotów, jak manierki, naszywki, latarki czy niezbędniki. [/ramka]
[ramka][b]Ile na start[/b]
- wynajem lokalu (miesięcznie) 3000 zł
- urządzenie sklepu 15 000 zł
- zapas militariów 25 000 zł
- wynagrodzenie sprzedawcy (miesięcznie) 3000 zł
- razem 46 000 zł [/ramka]
[ramka][b]Magdalena Jaworska, właścicielka sklepów Paragraf w Trójmieście[/b]
Ubierałam się w szwedki i martensy od bardzo dawna, ponieważ byłam fanką muzyki punk-rockowej. Ale mundury i sprzęt wojskowy właściwie mnie nie kręcą. Moje podejście do nich jest czysto praktyczne. Traktuję je jako sposób na zarabianie. Może dlatego właśnie od prawie 20 lat nieźle mi się to udaje?
Na poważnie handlem mundurami i wyposażeniem wojskowym zaczęłam się zajmować, kiedy byłam na drugim roku studiów. Gdy tylko je skończyłam, poszłam na swoje. Mam trzy sklepy w Gdańsku i sąsiednich miastach. Zatrudniam pięć osób.Rynek ciągle się zmienia, ale ja się zmieniam razem z nim. Właśnie wyczucie potrzeb klientów i elastyczność to w tej branży warunek powodzenia.
Na początku przeważali hobbyści wojskowi, kolekcjonerzy militariów i młodzież ze środowiska punków i skinheadów. Potem odzież wojskową kupowali praktycznie wszyscy. Teraz moi klienci to bardzo często osoby związane z naturą, wodą i lasem: turyści, wędkarze, myśliwi, harcerze, ekolodzy, spośród najmłodszych – survivalowcy. Sprowadzam mundury nawet dla dzieci, od 1,2 metra wzrostu.
Podstawa tego handlu to spodnie. Poza tym bluzy, koszulki i buty. Mamy też menażki, kompasy, noże, niezbędniki, a nawet angielską kamizelkę ratunkową. W sumie ok. 1000 rodzajów różnych przedmiotów. Przeważa typowy dla branży miks.
Około 70 proc. to repliki umundurowania amerykańskiego uzupełnione Bundeswehrą z demobilu.
Moja rodzina długo nie mogła się pogodzić, że zamiast chodzić do ważnych urzędów w garniturku, biegam po poligonach w spodniach w plamy. Ale ja nigdy tego wyboru nie żałowałam. Majątku nie zrobiłam i chyba w tej branży nie zrobię. Moje osobiste dochody odpowiadają z grubsza średniej krajowej.
Ale za to militaria to wymagająca szczególnych kwalifikacji, dość spokojna nisza, gdzie kupcom nie zagrażają hipermarkety i można bez obawy planować rozwój. A dyplom prawnika leży w szufladzie jako alternatywa, na wypadek gdybym zmieniła plany.[/ramka]
[ramka][b]Przemysław Fiuk, współwłaściciel sklepu Army Store w Kielcach[/b]
Militaria, w tym m.in. zabawa w paintball, dawniej były hobby – moim i mojego wspólnika. Sklep założyliśmy niespełna dwa lata temu.Nasi klienci to przeważnie młodzież, która lubi się bawić w wojnę. Ale mundury, zwłaszcza odzież z goreteksu, kupują też np. grzybiarze.Zainwestowaliśmy ok. 50 tys. zł w zakup towaru, zaadaptowanie lokalu i jego urządzenie. Punkt jest doskonały – piwnica w centrum starej kamienicy w bocznej uliczce, prawie w centrum miasta.
Pierwsza jesień i drugie półrocze ubiegłego roku były bardzo dobre. Ale czujemy się trochę rozczarowani. Spodziewaliśmy się większych obrotów. W Kielcach oprócz naszego istnieją dwa spore sklepy z militariami. Niedawno upadły dwa mniejsze. Ale widać, że i dla trzech Kielce to za mały rynek.Na razie nie zamierzamy rezygnować. Na szczęście nie musimy, bo militaria to właściwie działalność dodatkowa. Naszym głównym źródłem utrzymania jest biuro handlowe, agencja jednego z operatorów sieci komórkowych. Do sklepu nie dopłacamy, ale nawet w dobrym miesiącu przynosi on dochody nieprzekraczające ok. 1000 zł na głowę.
Aby zarabiać w miarę dobre pieniądze, trzeba poświęcić militariom cały swój czas. W naszej sytuacji to za duże ryzyko. Początkowo działaliśmy z większym rozmachem. Kupowaliśmy np. odzież z demobilu bezpośrednio za granicą. Po wzroście kursu euro przestało się to kalkulować.Ostatnio nastawiamy się prawie wyłącznie na repliki mundurów amerykańskich i polskich wytwarzane przez krajowe firmy. I czekamy, kiedy się skończy remont ulicy, przy której mamy sklep, bo z powodu jej rozkopania tracimy sporo klientów.[/ramka]