Coraz częściej zdarza się tak, że pracownik nie może sobie pozwolić na długą nieobecność w pracy nawet wówczas, gdy ma małe dziecko i wolałby spędzać czas, opiekując się nim. Przyczyny mogą być różne. Dzieje się tak m.in. dlatego, że podwładni boją się zwolnień. Wielomiesięczna absencja powoduje natomiast, że firma zatrudnia zastępcę, który nieraz, jak się okazuje, już na stałe zajmuje miejsce nieobecnej osoby. Dzieje się tak mimo gwarancji dopuszczenia pracownika do pracy po zakończeniu urlopu wychowawczego. Przepisy są obchodzone, a ewentualne dochodzenie praw przed sądem pracy odstrasza zatrudnionych.
Niektórzy nie chcą też tracić kontaktu z zawodem. Bardzo ważne znaczenie mają także finanse. O ile bowiem korzystanie z urlopu macierzyńskiego nie wpływa na portfel podwładnego, to już urlop wychowawczy nie łączy się z otrzymywaniem pieniędzy. A to oznaczać może powrót do pracy.
[srodtytul]Nie zawsze to samo[/srodtytul]
Jednak nie musi chodzić o tego samego pracodawcę czy tę samą posadę. Firma może być inna, inne też może być stanowisko. Zgodnie bowiem z art. 186[sup]2[/sup] § 1 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=5510AE075B8DE836F3F0B8D0A2425EC2?id=76037]kodeksu pracy[/link] [b]w czasie urlopu wychowawczego pracownik ma prawo podjąć pracę zarobkową u dotychczasowego lub innego pracodawcy albo inną działalność, a także naukę lub szkolenie. Warunkiem jest, by taka aktywność nie wyłączyła możliwości sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem[/b]. Oznacza to, że pracownik ciągle przebywa na urlopie wychowawczym, na co dzień pilnuje dziecka i dodatkowo dorabia lub się edukuje.
Gdy natomiast rezygnuje z osobistej opieki nad dzieckiem, bo na przykład zatrudnia nianię czy w wychowaniu pomoże mu rodzina, może wrócić na stanowisko, które zajmował przed przyjściem na świat potomka. Taka sytuacja może w praktyce przybrać dwie formy.