Instytucji zwolnienia z obowiązku świadczenia pracy, a nawet zbliżonej do tego regulacji nie znajdziemy w żadnym akcie, w tym w kodeksie pracy. Taki stan rzeczy nie budzi wątpliwości, bo podstawą stosunku pracy jest świadczenie pracy za wynagrodzeniem (art. 22 § 1 k.p.). Przy zwolnieniu ze świadczenia pracy mamy więc do czynienia z ułomnym stosunkiem prawnym. Wypłacane wynagrodzenie jest zupełnie oderwane od wykonanych obowiązków służbowych, których faktycznie nie ma.
[srodtytul]Jeden składnik wynagrodzenia [/srodtytul]
Pracownik w pełni zaakceptuje zwolnienie ze świadczenia pracy, gdy jego wynagrodzenie jest stałe i składa się wyłącznie z jednego składnika. Będzie zadowolony z zaproponowanego sposobu zakończenia angażu, bo w tym czasie może odpoczywać lub zacząć poszukiwania nowej pracy.
Radykalnie zmieni się to, gdy wynagrodzenie pracownika składa się z wielu różnych elementów, w tym niewielkiej podstawy i dużej części uzależnionej od osiąganych wyników. Załóżmy, że podstawowe wynagrodzenie to 2 tys. zł, a dodatkowo pracownik może wypracować w każdym miesiącu 10 tys. zł. Przyjmując, że średnie miesięczne wynagrodzenie podwładnego za ostatnie 12 miesięcy wyniosło 10 tys. zł, z pewnością zwolnienie ze świadczenia pracy będzie dla niego niekorzystne.
[srodtytul]Auto, laptop, basen[/srodtytul]