Orkisz znano już w epoce kamiennej. Był bardzo rozpowszechniony w starożytności. Hildegarda z Bingen, XI-wieczna mniszka, zalecała spożywanie go w każdym posiłku z uwagi na jego zdrowotne właściwości. Wraz z pojawieniem się bardziej wydajnych odmian pszenicy uprawa orkiszu malała, aż w XX wieku praktycznie zanikła. Niektóre z obecnie uprawianych w Polsce odmian musiały być odtwarzane z nasion przechowywanych w bankach genów.
Uprawy orkiszu zaprzestano m.in. dlatego, że mechaniczne łuskanie ziaren jest mało wydajne, bo plewy mocno przylegają do ziaren. Wadą tego zboża jest też wysoka słoma; przy sztucznym nawożeniu mogłoby dochodzić do łamania się całych łanów. Poza tym dziesięciolecia poprawiania innych odmian pszenicy sprawiły, że pod względem walorów piekarniczych mąka orkiszowa pozostaje w tyle.
Ale obecnie te cechy, które kiedyś usunęły orkisz z pól, stały się jak najbardziej pożądane, bo konsumenci zaczęli cenić walory ekologiczne i zdrowotne.
Grube plewy, tak utrudniające przetwarzanie ziarna, stanowią naturalną zaporę przed różnymi szkodliwymi substancjami występującymi w glebie, chociażby metalami ciężkimi – zatrzymują się one w plewach, nie docierając do ziarna. Niemożność sztucznego nawożenia upraw w dzisiejszych czasach jest kolejnym atutem. Dopóki nie zostaną wyhodowane odmiany o niższych łodygach, orkisz jest wręcz skazany na to, by być zbożem ekologicznym.
– Mąka orkiszowa jest mniej lepka i gorzej się nadaje do pieczenia, ale jednocześnie białko w niej zawarte jest lepiej przyswajane przez organizm – mówi Agnieszka Sienkiewicz, dietetyk w firmie Organic-Farma Zdrowia będącej właścicielem sieci delikatesów ze zdrową żywnością (w tym roku zadebiutowała na warszawskiej giełdzie).