W Radzie Dialogu Społecznego odbyło się we wtorek spotkanie przedstawicieli związków zawodowych, organizacji pracodawców i rządu, którzy negocjują treść nowelizacji ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych.

W czasie negocjacji NSZZ Solidarność zgłosiła postulat wprowadzenia do nowych przepisów możliwości negocjowania przez pracowników ich warunków zatrudnienia z tzw. pracodawcą faktycznym, czyli podmiotem, który rzeczywiście decyduje o warunkach zatrudnienia w danej firmie.

– Chcemy skończyć z negocjacjami prowadzonymi przez telefon, gdy władze danej firmy w toku negocjacji ze związkami zawodowymi przez cały czas konsultują się ze spółką nadrzędną – tłumaczyła Barbara Surdykowska, ekspert Solidarności. – W sferze publicznej ten problem widać jeszcze wyraźniej. Dość wspomnieć o protestach nauczycieli czy lekarzy, którzy domagają się podwyżek czy gwarancji zatrudnienia, nie mogą jednak otwarcie negocjować z odpowiednim ministrem, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami mogą wejść w spór tylko z dyrektorem określonej szkoły czy szpitala. Dyrektor takiego publicznego podmiotu nie ma jednak możliwości decydowania o podwyżkach, ponieważ szpital czy też szkoła są finansowane z budżetu państwa i nie ma skąd wziąć np. dodatkowych pieniędzy na podwyżki.

Najlepiej widać to na przykładzie strajku nauczycieli zapowiedzianego przez Związek Nauczycielstwa Polskiego na 31 marca 2017 r. Nauczyciele w przededniu wdrożenia reformy oświatowej domagają się podwyżek i gwarancji zatrudnienia do 2022 r. Aby zorganizować legalny strajk, organizacja związkowa działająca w każdej szkole w Polsce musiała wystąpić do dyrektora z takimi samymi postulatami, przejść przez negocjacje i zorganizować referendum strajkowe.

– Absurd polega na tym, że wielu dyrektorów szkół podziela nasze postulaty, jednak podwyżka wynagrodzeń i gwarancja zatrudnienia nie leżą w ich kompetencjach – komentuje Sławomir Broniarz, przewodniczący ZNP. – Naszym prawdziwym adwersarzem w tym sporze jest Ministerstwo Edukacji.

Organizacje pracodawców nie widzą przeszkód, by wprowadzić takie rozwiązania u pracodawców działających w sferze publicznej, ostro sprzeciwiają się jednak pomysłowi, aby dotyczyły pracodawców prywatnych.

– W administracji rządowej czy samorządowej kwestia faktycznego ośrodka decyzyjnego w sprawach pracowniczych jest dość prosta, bo wynika z jej pionowej struktury – zauważa Joanna Jasiewicz, adwokat w kancelarii Gide Loyrette Nouel, ekspert Konfederacji Lewiatan. – W prywatnych firmach sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Mimo szczerych intencji nowe przepisy mogą być nadużywane przez pracowników.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów

Zdaniem mecenas Jasiewicz taka zmiana przepisów mogłaby spowodować, że pracownik niezadowolony ze swoich zarobków czy uprawnień socjalnych w firmie zależnej wystąpiłby o ustalenia istnienia stosunku pracy w nadrzędnej spółce. Nie miałoby przy tym znaczenia, czy ten pracodawca ma siedzibę w Polsce czy poza granicami.

Przedstawiciele strony rządowej nie zajęli stanowiska w sprawie postulatów Solidarności. Wszystko więc wskazuje na to, że możliwa jest nowelizacja przepisów, po której pracownicy zatrudnieni w administracji i działające tam związki zawodowe mogliby negocjować wysokość swoich zarobków bezpośrednio z rządem. Zmiany nie dotyczyłyby jednak holdingów i korporacji prywatnych.

Taka zmiana przepisów wymaga jednak decyzji rządu w tej sprawie. Ciekawe zatem, czy politykom nie zabraknie odwagi w upraszczaniu teraz obowiązujących przepisów.