Rz: Jaki efekt chcecie osiągnąć, przedstawiając raport kwestionujący niedawną uchwałę Sądu Najwyższego?
Maciej Wroński: Zależy nam na tym, aby udowodnić, że przy odrobinie dobrej woli można znaleźć rozwiązania pozwalające ograniczyć negatywne skutki uchwały SN. Dziś urzędnicy jak mantrę powtarzają, iż nic nie można zrobić. Mam nadzieję, że na argumenty zawarte w raporcie uwagę zwrócą także sędziowie orzekający w sprawach o ryczałty. Może uda się zmienić ich pogląd na sprawę. Rzecz w tym, że raport potwierdza niezgodność polskich przepisów z unijnymi regulacjami. Dlatego przedsiębiorcom działającym w branży transportowej grozi fala pozwów. Tym bardziej że kierowcy są masowo zachęcani przez wyspecjalizowane w takich sprawach kancelarie do składania pozwów przeciwko pracodawcom.
Dołączony do raportu projekt nowelizacji przewiduje, że prawo ograniczające roszczenia kierowców będzie stosowane także do rozpatrywania toczących się już spraw. To działanie nowego prawa wstecz.
Skoro państwo zaserwowało nam niejasne przepisy odwołujące się kaskadowo do innych regulacji niepasujących do realiów przewozów międzynarodowych, przepisy niezgodne z unijnymi regulacjami i wątpliwe od strony konstytucyjnej, to obowiązkiem państwa jest zminimalizować konsekwencje finansowe wynikające z tego złego prawa. Na szali jest bowiem kwestia przetrwania tysięcy firm transportowych, które mogą upaść pod naporem roszczeń kierowców. To najważniejsza sprawa, którą trzeba załatwić.
A następny krok w tej sprawie?
W ciągu najbliższych tygodni planujemy złożyć skargę do Trybunału Konstytucyjnego na niejasne przepisy w ustawie o czasie pracy kierowców jako naruszające m.in. zaufanie obywateli do państwa i stanowionego przez nie prawa. Jeśli zostanie uwzględniona, a administracja nie podejmie działań w tej sprawie, to planujemy wystąpić z roszczeniem o odszkodowanie do Skarbu Państwa o pokrycie skutków działania dziurawych przepisów.