Ostatnie dane statystyczne są alarmujące. Coraz więcej matek w Polsce traci pracę. Państwo, które szczyci się polityką prorodzinną i wspierającą kobiety w macierzyństwie, przegrywa z brutalną ekonomiczną rzeczywistością.
To najczęściej panie, a zwłaszcza młode lub te, które niedawno wydały na świat potomstwo lub przyjęły je na wychowanie, muszą pożegnać się z etatowym zajęciem. Mimo wydłużenia okresu urlopu macierzyńskiego i wprowadzenia urlopów dla ojców los rodzicielek jest nie do pozazdroszczenia.
Choć w czasie ciąży i okresu macierzyńskiego mają gwarancję posady, tracą ją niemal automatycznie po powrocie do pracy po tej kilkunastotygodniowej przerwie po porodzie. Także czas urlopu wychowawczego nie należy do pewnych i stabilnych w karierze zawodowej, a mimo to wiele kobiet decyduje się na taką pauzę i sprawowanie osobistej opieki, uznając dobro dziecka za najwyższe i najważniejsze.
Szkoda, że podobnego myślenia nie wykazują decydenci.
Ani rozwiązania prawne, ani systemowe w zakresie ubezpieczeń społecznych nie dają matkom gratyfikacji ani pewności co do przyszłości na etacie. Za czas urlopu wychowawczego rodzicielka nie otrzymuje żadnego samoistnego zasiłku ani wynagrodzenia.