Urlop to nie tylko czas na relaks i wakacje. Wolne od pracy pracownik bierze, aby wychowywać dziecko lub się uczyć. Czasem po to, żeby wyjechać, nawet do innej pracy. Aby móc nie przychodzić do firmy, musi uzgodnić to z szefem.
Tak jest także wtedy, gdy postanawia skorzystać z urlopu bezpłatnego przewidzianego w art. 174 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=B5E347C50E4D2860978BAD3D891C7A48?n=1&id=76037&wid=337521]kodeksu pracy[/link].
A żeby dostać urlop, musi o niego zawnioskować. Co więcej, przepisy nakazują, by zrobił to na piśmie. Przy czym złożenie umotywowanego wniosku o urlop bezpłatny nie tworzy obowiązku uwzględnienia go przez pracodawcę. Potwierdza to [b]wyrok OSPiUS w Warszawie z 10 listopada 1982 r. (I P 2374/82)[/b].
[srodtytul]Niezbędna zgoda[/srodtytul]
W efekcie tylko od uznania pracodawcy zależy, czy do skorzystania z takiego wolnego faktycznie dojdzie. Przy podejmowaniu decyzji przeważnie patrzy on na sytuację firmy, np. ocenia, czy da sobie radę z czasową nieobecnością określonej osoby. Oczywiście duże znaczenie ma tu, ile urlopu potrzebuje pracownik – kilka dni czy miesięcy. Jeśli w grę wchodzi ta druga opcja, to szef może się zdecydować na przyjęcie innej osoby na zastępstwo na czas nieobecności.