Nie ulega wątpliwości, że związkowcy, kobiety w ciąży czy na urlopie wychowawczym, a także osoby w wieku przedemerytalnym powinni podlegać ochronie przed zwolnieniem z pracy. Obok nich jednak funkcjonuje kilkadziesiąt grup pracowników korzystających z takiej ochrony z przyczyn zupełnie niepowiązanych z ich sytuacją zawodową bądź życiową. Ostrożne szacunki wskazują, że może to być co najmniej kilkanaście tysięcy osób.
Radni samorządowi, radcowie prawni, a także przedstawiciele samorządów zawodowych: izb lekarskich, aptekarskich czy weterynaryjnych, nie stracą zatrudnienia podczas pełnienia swoich funkcji. Czy naprawdę potrzebna im taka ochrona?
W niektórych państwowych firmach liczba chronionych osiągnęłajuż kolosalne rozmiary. Przykładem może być Telekomunikacja Polska. W tej jednej z największych polskich spółek ponad tysiąc pracowników nie musi się bać zwolnienia, bo pełnią funkcję społecznych inspektorów pracy. Z kolei w Telewizji Polskiej na Woronicza jest zarejestrowanych prawie 30 różnych związków zawodowych, a każdy chroni przed zwolnieniem od kilku do kilkunastu osób.
Mocną grupą są radni samorządowi. – Są w stanie pracować w najlepszym razie dwa dni w tygodniu. Mimo to prawo gwarantuje im wypłatę pensji, choć nie ma ich w pracy
– zauważa Witold Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich. – Takiego pracownika nie można jednak zwolnić bez zgody rady. Nie słyszałem, by jakakolwiek rada w Polsce wyraziła na to zgodę.