Kłopoty przedsiębiorców z umowami najmu w centrach handlowych najczęściej pojawiają się wówczas, gdy chcą oni zlikwidować swój sklep. Wtedy wychodzą na jaw kruczki prawne, których jest w nich pełno - mówi Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.
- Właściciele centrów handlowych posługują się wielostronicowymi, skomplikowanymi wzorcami umów najmu. Wiele z nich zostało stworzonych na podstawie zagranicznych systemów prawnych, a są źle przetłumaczone na polski i trudno je zrozumieć -mówi adwokat Jerzy Krotoski z Kancelarii Krotoski-Adwokaci z Poznania. W jego opinii umowy zabezpieczają tylko interesy wynajmujących, a na najemców nakładają same obowiązki i kary. Załączniki do umów niejednokrotnie umożliwiają wynajmującemu jednostronne zmiany istotnych zapisów.
Najwięcej pułapek kryje się w opłatach. -Często najemcy są zaskoczeni, kiedy otrzymują pierwszą fakturę do zapłaty - wyjaśnia Tomasz Tatomir, radca prawny z kancelarii Chałas i Wspólnicy. Okazuje się bowiem, że oprócz czynszu muszą wnieść wiele opłat, o których wysokości nie mieli pojęcia. Są to koszty: remontów centrum, sprzątania, ochrony, ubezpieczenia, akcji promocyjnych i reklamy (płaci się je nawet wówczas, gdy nie bierze się w nich udziału). Wiele z tych opłat nie jest w ogóle wyszczególnionych, traktuje się je jako koszty administracji (są one proporcjonalne do zajmowanej powierzchni).
Właściciele centrów zabezpieczają się również przed inflacją i spadkiem wartości pieniądza, wprowadzając do umów zapisy podwyższające każdego roku czynsz o jakiś wskaźnik. W skrajnych sytuacjach może to powodować wzrost czynszu o kilkanaście procent w skali roku.
Częste są też postanowienia, że nie ponoszą oni odpowiedzialności w razie zaistnienia nadzwyczajnych okoliczności, na wystąpienie których nie mieli wpływu. Pod tym pojęciem może kryć się właściwie wszystko.