Zostawmy sędziemu, kto ma w tym sporze ile racji. Mamy szansę usłyszeć to w połowie września, ale wtorkowa rozprawa nasunęła mi obawy, że z powodu epidemii i rygorów z nią związanych czy czegoś innego obywatele i media odwykli od wchodzenia do sądu na interesującą ich rozprawę – jak ta we wtorek 17 maja.
Otóż kilka dni wcześniej doszły mnie informacje o kolejnej, finalnej rozprawie w tym z całą pewnością bardzo ciekawym procesie z udziałem wielu osób, które odegrały lub nadal odgrywają dużą rolę w życiu publicznym Polski.
Czytaj więcej
Niepubliczne ogłaszanie wyroków narusza konstytucję.
Z ostrożności zadzwoniłem w piątek do sekcji prasowej sądu, czy są przepustki, bo po pierwsze, tak teraz często bywa, po drugie, spodziewałem się mediów i o przepustkę trzeba odpowiednio wcześnie wystąpić.
Uprzejma urzędniczka poprosiła o e-maila, więc szybko napisałem: „Uprzejmie proszę o zarezerwowanie dla mnie przepustki na rozprawę przeciwko Andrzejowi Zybertowiczowi...”. I szybko otrzymałem odpowiedź: „Informujemy, że sędzia referent nie wyraził zgody na pana udział w rozprawie”. Byłem zdziwiony, bo to sprawa z natury jawna (chyba że byłaby wyłączona jawność ze względu np. na jakieś kwestie tajne). Mogło też zabraknąć wejściówek, więc wysłałem kolejnego e-maila z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego nie ma zgody. Na szczęście dodzwoniłem się też do sędzi rzecznika SO. Obiecała wyjaśnić sytuację i w poniedziałek była już zorganizowana dodatkowa, równie duża sala.