Nikomu bardziej na tym nie powinno zależeć jak sędziom, inaczej będą o tym trąbić co i rusz nie tylko media, ale i sądowy korytarz.
Tak jak w wielu restauracjach czy barach szybkiej obsługi danie przygotowuje się na oczach klienta, bo ma to wzbudzić u niego zaufanie do przygotowywanej potrawy, nie inaczej jest w sądach, gdzie zasadą jest jawna rozprawa i tylko narada sędziowska chroniona jest ścisłą tajemnicą.
Sędzia Piotr Schab, rzecznik dyscyplinarny sędziów, poinformował publicznie, że krakowski sędzia cywilny Waldemar Żurek i znany działacz sędziowski – krytyk obecnych zmian w sądach – będąc członkiem Krajowej Rady Sądownictwa w latach 2012–2018, przynajmniej w 64 sprawach, wedle ustaleń rzecznika, dopuścić się miał „fałszu” polegającego na podaniu nieprawdziwej daty wydania tych orzeczeń. W podawanych na orzeczeniach dniach bywać miał w Warszawie lub innych miastach na posiedzeniu KRS.
Czytaj więcej
Nigdy nie dopuściłem się żadnego przestępstwa, żadnego fałszerstwa – zapewnia obwiniony.
Sędzia Żurek odpowiada, że nie ma mowy o fałszu, bywały dni, kiedy był np. rano w Krakowie a po południu w Warszawie lub na odwrót, a gdyby nawet data orzeczenia nie zgadzała się z datą jego podpisania, to nie powodowało to szkody dla stron procesu cywilnego.