Im dłużej trwa blokowanie nowych sędziów przez starych, tym bardziej hałaśliwe są tłumaczenia tej akcji, powodowanej chyba jej niepowodzeniem, nieskutecznością owych działaczy, ich radykalnych postulatów. Przyznaje to najnowszy komunikat sędziowskiej Iustitii wydany w reakcji na stosunkowo niewielkie ustępstwo ministra Adama Bodnara, który miał wesprzeć poprawkę Senatu do ustawy o KRS umożliwiającą udział w zmienionych wyborach 15 sędziów do tego ciała neosędziów, których jest już ponad trzy tysiące, czyli prawie połowa, a np. w Sądzie Najwyższym większość.
– Od ponad ośmiu lat obywatele na ulicach i sędziowie w salach rozpraw walczyli o prawo do prawidłowo powołanego sądu, a warunkiem koniecznym zagwarantowania tego prawa jest powołanie nowej KRS, a zamiast kompleksowych zmian rząd przedstawił „kadłubowy” projekt o nowych zasadach wyboru członków KRS. Wskutek planowanych zmian ustawodawczych w składzie nowej KRS mogą znaleźć się osoby, które nie są prawidłowo powołanymi sędziami – ogłosiła Iustitia.
Czytaj więcej:
Chodzi o to, że nie jest ona jedyną i ostateczną instancją w tym sporze, może zresztą takiej instancji nie dorobimy się w przewidywalnym czasie, a czas biegnie.
Zarzucanie nowym sędziom, że przyjmowali z rąk prezydenta awanse i za to należy ich pozbawić sędziowskiego statusu lub ich weryfikować, a może i unieważniać ich wyroki (a jest ich już ponad sześć milionów) jest tak radykalne, że nie można go racjonalnie wytłumaczyć. Ustępstwo ministra Bodnara, jak rozumiem, ma odblokować ten zakleszczający sądownictwo (i państwo) spór, a że w nowych wyborach mogliby wygrać jacyś sędziowie z nowego nadania, praktycznie jest niewielkim ustępstwem, gdyż KRS liczy 25 członków, w tym kilku parlamentarzystów, a ostatecznie o nominacji czy awansie sędziego decyduje prezydent, który niedługo się zmieni.