Afera Jeffreya Epsteina wstrząsnęła cnotliwym światem, który śle na przemian wyrazy oburzenia, pogardy i złości. Odwrócony efekt tej afery polega na tym, że rodzi się przeświadczenie odwrotne od tego pierwotnego przekazu, który pokazywał zgniliznę ludzkich wartości i ośmiornicy kontaktów i powiązań.
Ten obrazek, komiksowy, w pełnym makijażu, jest tak groteskowy, że jak ulał wpisuje się w świat dzisiejszej komunikacji, prostej, autopromocyjnej, opartej na wyparciu rzeczywistości i podsycającej narkotykowy głód społeczny bujania w obłokach.
Afery, władza i pieniądze: Czy prawo jest równe dla wszystkich?
Zażenowanie budzi nie ta chóralna tyrada większych lub mniejszych bohaterów tej afery, lub nawet incydentalnie wymienionych na milionowych kartach akt osób, które prześcigają się w dowodzeniu swojej niewinności, przypadkowości. Nie żyjemy w czasach inkwizycji i każdy ma prawo do obrony oraz respektowania zasady domniemania niewinności. Dlatego główne zażenowanie nie bierze się z tego, że słyszymy rozsierdzony jednogłos w obronie przed ostracyzmem społecznym, bo trudno tu i teraz – w procesie przed telewizorem – sprawiedliwie oddzielić ziarna od plew.
Czytaj więcej
Wieloletni konflikt polityków i prawników o sądownictwo i praworządność wciągnął także zwykłych o...
Zażenowanie budzi fakt, że ośmiornica działań przestępczych była tak rozległa i tak niezauważalna. Z drwiną i smutkiem spoglądając na tysiące innych afer, oglądając przy tym po raz któryś film „Piłkarski poker”, można prawie uwierzyć, że zasada równości wobec prawa to złoty frazes wykuty na kolejnym marmurowym pomniku, który jednoznacznie kierowany jest jedynie do szarego obywatela. Nie starcza już zażenowania, by skomentować to, że niezmiennie hołduje się zasadom sensacyjności przekazu kosztem skierowania należytej uwagi na dramaty ofiar.