Czy teoretycznie niezależni sędziowie faktycznie ulegają władzy wykonawczej? Czy na jej sugestie i zapotrzebowanie ustalają terminy czynności procesowych lub rozstrzygnięcia spraw? Doniesienia medialne przywołują niestety sytuacje, które zdają się potwierdzać uleganie takim wpływom.
Większość z państwa z pewnością pamięta jeszcze głośną burzę w mediach związaną z rozmową telefoniczną prezesa pomorskiego sądu, który gotów był ustalać z przedstawicielem rządu termin i skład sądu, a może i treść orzeczenia. Ileż to było krzyku oburzenia i gromkich przemówień o braku niezależności sędziów i ich podporządkowaniu władzy wykonawczej. Rzeczony prezes w atmosferze skandalu został zhejtowany, napiętnowany i ukarany karą dyscyplinarną.