15 lipca podzieliłem się z czytelnikami „Rzeczpospolitej” swoimi wątpliwościami dotyczącymi początków działalności „uzdrowionej” Krajowej Rady Sądownictwa („KRS z przymrużonym okiem”). Dziś mam już pewność. Przymrużone oko KRS to jednak niestety gorzka rzeczywistość. Jeśli można było mieć jeszcze co do tego jakiekolwiek złudzenia, rozwiała je podczas posiedzenia 29 lipca sama rada.
Oto bowiem na posiedzeniu tym najpierw stanowiskiem Komisji do spraw odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i asesorów sądowych, a następnie podjętą uchwałą KRS przeszła do porządku nad sprzecznymi z prawem działaniami prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, a nawet działania te usprawiedliwiła. Do sytuacji takiej, z logicznego i prawnego punktu widzenia zupełnie niezrozumiałej, doszło przy okazji rozważań nad kwestią cofnięcia przez radę wniesionego przez neo-KRS zażalenia na postanowienie prokuratora o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia i niedopełnienia obowiązków przez prezesa Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.